Po niezwykle emocjonującym meczu Arged Malesa pokonała Texom Stal Rzeszów 47:43. Ostrowianie zdobyli cenne punkty, ale spotkanie kolejny raz pokazało, że drużyna nie radzi sobie na twardych torach. Co zamierza zrobić z tym trener Mariusz Staszewski?
Jest kolejna wygrana, ale trzeba przyznać, że rodziła się ona w wielkich bólach. Dlaczego spotkanie z Texom Stalą Rzeszów było dla was tak trudne?
Mariusz Staszewski, trener Arged Malesy Ostrów: Na pewno ten dzień nie przebiegł tak, jak tego oczekiwaliśmy. Spodziewaliśmy się, że w meczu ze Stalą będziemy zdecydowanie lepszym zespołem. Z drugiej jednak strony dobrą drużynę poznaje się też po tym, że potrafi stanąć na wysokości zadania, kiedy nic jej nie wychodzi. Taki dzień mieliśmy w piątek, bo były defekty, upadki i zamieszanie przed początkiem spotkania. Na koniec wyszedł jednak charakter i doświadczenie. Dzięki temu wygraliśmy. To też jest pozytywne.
Porozmawiajmy o zamieszaniu przed meczem. Dlaczego sędzia spotkania miał zastrzeżenia do przygotowania ostrowskiego toru? Czego one dokładnie dotyczyły?
Warto wyjaśnić, że nasza procedura przygotowania toru na gorące i słoneczne dni jest taka, że go nie bronujemy, lecz przelewamy wodą. Im bliżej do zawodów, tym tej wody jest mniej. Później nie ma problemów, żeby nawierzchnię delikatnie prysnąć podczas meczu. W efekcie dostajemy lekko odsypujący się tor. Na takim chcemy jeździć.
W czym zatem tkwił problem?
Pan sędzia uznał, że krawężnik jest zbyt mocno polany i nakazał ubijanie. Wyproszono mnie z toru, a nawierzchnia została zrobiona na beton. Było widać, że czasy są gorsze o dwie sekundy niż podczas niedawnych zawodów młodzieżowych.
Jeśli dobrze rozumiem, to waszą intencją nie jest jazda na mocno przyczepnym torze.
- Nie, nie chcemy takiego toru. Nawet go nie bronowaliśmy. Poprosiłem zresztą pana sędziego o spacer po torze. Przeszliśmy się, wziąłem imbus i wszędzie wchodził na około pół centymetra. Tak było na całej szerokości. Nie wiem, skąd wynikał problem. Owszem, nawierzchnia była mokra, kiedy się na nią weszło, ale taka jest procedura przygotowania na cieplejsze dni.
Za nami cztery mecze, ale gołym okiem widać, że drużyna ma problem, kiedy jedzie na twardym torze. To sygnał dla rywali. Co zamierzacie z tym zrobić?
Tak naprawdę wszystkie tegoroczne mecze odjechaliśmy na betonie. Robiliśmy to z przymusu. Nie ulega jednak wątpliwości, że będziemy musieli w takich warunkach potrenować. Trzeba uklepać nawierzchnię i szukać optymalnych ustawień, bo to nie jest kwestia umiejętności zawodników. Musimy coś znaleźć lub pogrzebać z tunerami przy silnikach. To praca na najbliższe tygodnie.
Kontuzjowany jest Tobiasz Musielak, za którego stosujecie zastępstwo zawodnika. Kiedy wróci?
Ciężko powiedzieć. To ten sam obojczyk co w zeszłym roku. Tobiasz mówi to, co każdy normalny zawodnik. Najchętniej wsiadłby jutro i jechał. Złamanie jednak jest, operacja była, więc minimum trzy tygodnie należy odczekać.
Pojedzie do Krosna?
Do Krosna? Tobiasz myśli, żeby jechać z Łodzią. Ja mówię, że spokojnie. Nie chcę tego analizować. To naprawdę wróżenie z fusów. Zobaczymy.
Za nami cztery mecze sezonu. Macie dwie wygrane i dwie porażki. Jak oceniasz dotychczasową postawę zespołu?
Pierwszą rundę mamy trudną ze względu na wyjazdy z najgroźniejszymi rywalami. Poza tym jako drużyna nie jesteśmy w optymalnej formie. Nie zamierzam mydlić nikomu oczu, że jest inaczej. Żaden z tych zawodników nie jedzie na sto procent tego, co potrafi. Buduje mnie jednak to, że to ambitna ekipa z charakterem. Myślę, że reszta przyjdzie i uporamy się z kłopotami sprzętowymi na twardych torach. Wtedy w kluczowych momentach rozgrywek powinniśmy być bardzo mocni.






