Arged Malesa Ostrów wygrała w Łodzi z H. Skrzydlewska Orłem 48:42 i jest na najlepszej drodze do półfinału Metalkas 2. Ekstraligi. Trener Mariusz Staszewski przestrzega jednak przed huraoptymizmem. – Niczego jeszcze nie wygraliśmy ani nigdzie nie awansowaliśmy. To był dopiero jeden z sześciu kroków – mówi nam szkoleniowiec ostrowskiej ekipy.
Ostrowianie odnieśli na łódzkiej Motoarenie bardzo ważne zwycięstwo, ale początek meczu nie układał się po ich myśli. Zdecydowanie lepiej zaczęli gospodarze, którzy prowadzili nawet różnicą ośmiu punktów. – Być może trochę sugerowaliśmy się naszym pierwszym razem w Łodzi. Wydawało nam się, że tor będzie dużo twardszy, ale był średni. Ani twardy, ani jakoś bardzo przyczepny. W efekcie przez dwie pierwszy kolejki błądziliśmy. Dopiero później poszły korekty i zaczęło to wyglądać lepiej. Przyznam jednak, że łodzianom udało się nas trochę zaskoczyć – mówi Mariusz Staszewski.
Druga część rywalizacji należała już jednak do ostrowian. Arged Malesa doprowadziła do remisu tuż przed biegami nominowanymi, a później postawiła kropkę nad i. Cichym bohaterem zespołu był znowu junior Sebastian Szostak, który zdobył 10 punktów i bonus.
-Taka jest jego rola. W końcu to dorosły facet, więc powoli należy wymagać od niego takich występów. Bardzo nam pomógł, a mogło być jeszcze lepiej. W czternastym biegu miał pecha, bo Tobiasz Musielak złapał gumę w przednim kole. Z tego powodu trochę przeszkadzał Sebastianowi i nie dojechali na 5:1. To nie było jednak zamierzone i nie zmienia to faktu, że nasz junior znowu nam bardzo pomógł – przyznaje Staszewski.
Ostrowianie są w bardzo komfortowym położeniu przed rewanżem, do którego dojdzie w najbliższą niedzielę na Stadionie Miejskim. – Sytuacja jest dobra, ale to tylko jeden z sześciu meczów, które musimy odjechać na drodze do PGE Ekstraligi. Ucieszę się, gdy wszystko pójdzie po naszej myśli. Na razie zrobiliśmy jeden krok z sześciu. Z Orłem jechaliśmy u siebie już w tym roku dwa razy. Za każdym razem szło jak krew z nosa, więc nastawiam się na trudny pojedynek. Niczego jeszcze nie wygraliśmy ani nigdzie nie awansowaliśmy – zaznacza nasz rozmówca.
Staszewski nie ukrywa również, że jest zaskoczony wynikami dwóch pozostałych ćwierćfinałów. – Nie spodziewałem się aż tak dobrej postawy ROW-u Rybnik. Wydawało mi się, że Wilki Krosno wygrają u siebie wyżej, a tymczasem mają zaledwie dwa punkty zaliczki. Totalnym zaskoczeniem jest już dla mnie to, co stało się w Poznaniu. Ta drużyna przechodzi sama siebie. Myślę, że tak efektowną wygraną z Polonią zszokowali całą Polskę – podsumowuje Staszewski.






