W kończącym 26. kolejkę Orlen Basket Ligi spotkaniu Tasomix Rosiek Stal przegrała we Wrocławiu ze Śląskiem 87:91. Po słabej pierwszej połowie ostrowianie musieli odrabiać straty. W czwartej kwarcie byli już o krok od rywala, ale w ważnych momentach pomylili się Anthony Roberts i Jalen Riley. W efekcie ze zwycięstwa cieszyli się gospodarze.
Pierwszy mecz obu drużyn, do którego doszło tuż przed świętami Bożego Narodzenia, zakończył się wygraną ostrowian. Podopieczni Andrzeja Urbana zwyciężyli wtedy 88:81. Śląsk chciał się zatem zrewanżować „Stalówce”, a ta po ograniu AMW Arki Gdynia pójść za ciosem i zrobić kolejny ważny krok w kierunku utrzymania w Orlen Basket Lidze.
W wyjściowej piątce Tasomix Rosiek Stali ponownie znaleźli się: Jalen Riley, Paxson Wojcik, Anthony Roberts, Tim Lambrecht i Damian Kulig. Trener Urban kolejny raz nie powołał na mecz Adasa Juškevičiusa.
W spotkanie lepiej weszli wrocławianie. Po efektownym wsadzie Jakuba Nizioła Śląsk prowadził 11:4. Stal była jednak w stanie szybko odpowiedzieć. Skuteczna akcja Paxsona Wojcika na niewiele ponad cztery minuty przed końcem kwarty sprawiła, że przewaga gospodarzy stopniała tylko do jednego punktu.
Niestety, później w „Stalówce” szwankowała skuteczność, a Śląsk dobrze rozbijał agresywną obronę zespołu Andrzeja Urbana. Po trójce Adama Waczyńskiego na dwie i pół minuty przed końcem kwarty było już 21:12 i szkoleniowiec gości musiał prosić o czas. Pierwsza kwarta zakończyła się ostatecznie wynikiem 23:18. Ostrowianie mieli fatalną skuteczność, bo trafili zaledwie dwa na 11 rzutów za trzy i sześć na 20 za dwa. Na szczęście zespół dobrze walczył na tablicach, co przełożyło się na pięć ofensywnych zbiórek.
Druga kwarta nie przyniosła zmiany obrazu gry. Śląsk dobrze radził sobie z defensywą Stali. Na pięć i pół minuty przed przerwą trener Urban znowu prosił o czas, bo jego zespół przegrywał 23:33 i nadal miał ogromne problemy ze zdobywaniem punktów.
Uwagi szkoleniowca na niewiele się zdały. Kiedy wydawało się już, że „Stalówka” zaczyna łapać właściwy rytm, to Śląsk znowu przyspieszał. Ostatecznie pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 49:36 dla wrocławian. W ekipie gości raziła przede wszystkim skuteczność w rzutach z dystansu. Goście z Ostrowa Wielkopolskiego trafili zaledwie trzy razy na 18 prób!
Po przerwie Tasomix Rosiek Stal nie zamierzała składać broni. Dwa z rzędu celne rzuty za trzy Damiana Kuliga i Maximilliana Egnera sprawiły, że przewaga Śląska stopniała zaledwie do trzech punktów. Niestety, ostrowianie nie byli w stanie utrzymać właściwego rytmu. Do głosu znowu doszli gospodarze. Poza tym w końcówce kwarty bardzo złe decyzje w ataku podejmował Jalen Riley. W efekcie Śląsk prowadził 71:61 i był na najlepszej drodze do odniesienia kolejnego zwycięstwa.
Stal świetnie weszła jednak w ostatnią odsłonę spotkania. Wystarczyły około cztery minuty, żeby przewaga wrocławian stopniała na dwóch punktów. Niestety, później pięć punktów z rzędu zdobył Śląsk, który prowadził 80:73. Trener Andrzej Urban nie zamierzał czekać, aż gospodarze znowu złapią wiatr w żagle i dlatego postanowił poprosić o czas.
Po powrocie na parkiet gospodarze kontynuowali dobrą grę i powiększali swoją zaliczkę, a Stal pudłowała kolejne rzuty. Na dwie i pół minuty przed końcem Śląsk miał 11 punktów zapasu i był o krok od wygranej. Stal walczyła jednak do końca. Po trójce Lambrechta na niewiele ponad 90 sekund przed końcem ostrowianie przegrywali już tylko 83:87 i nadzieje znowu odżyły. Niestety, decydujące fragmenty poniedziałkowego spotkania lepiej rozegrali wrocławianie. W akcji sam na sam z koszem pomylili się Anthony Roberts i Jalen Riley. To sprawiło, że gospodarze wygrali 91:87.
WKS Śląsk Wrocław – Tasomix Rosiek Stal Ostrów Wielkopolski (23:18, 26:18, 22:25, 20:26)






