Tasomix Rosiek Stal świetnie rozpoczęła spotkanie z Dzikami Warszawa i po pierwszej kwarcie prowadziła różnicą 11 punktów. Goście jednak błyskawicznie odrobili straty i po przerwie to podopieczni Andrzeja Urbana musieli gonić wynik. Po emocjonującej końcówce lepsi okazali się jednak rywale, którzy wygrali 83:73.

Ostrowianie przystąpili do domowej konfrontacji z Dzikami po niespodziewanym zwycięstwie we Wrocławiu. Pokonanie Śląska sprawiło, że „Stalówka” ciągle była w grze o udział w fazie play-off. Ewentualna wygrana z ekipą ze stolicy miała być kolejnym ważnym krokiem na drodze do realizacji tego celu.

Zaczęło się znakomicie. Tasomix Rosiek Stal grała twardo i przede wszystkim skutecznie w obronie. Dziki często rzucały za trzy punkty, ale ich skuteczność była kiepska. W efekcie po pierwszej kwarcie było 22:11 dla gospodarzy.

Druga odsłona rywalizacji to przełamanie ekipy z Warszawy w rzutach z dystansu. Coraz więcej prób znajdowało drogę do kosza Tasomix Rosiek Stali, która z kolei miała problemy z płynną grą w ofensywie. To sprawiło, że z przewagi Ostrowian w zasadzie nic nie zostało. Do przerwy było tylko 40:38.

W trzeciej kwarcie „Stalówce” nadal nie wychodziła gra w ataku. W dodatku czwarty faul szybko zaliczył Quan Jackson. Goście łapali właściwy rytm i zaczynali uciekać. Po 30 minutach Dziki prowadziły w 3mk Arenie 62:57. Podopieczni Andrzeja Urbana nie zamierzali się poddawać i rzucili się do odrabiania strat.

Na około cztery i pół minuty przed końcem po akcji dwa plus jeden Jacksona było 72:68 dla przyjezdnych, co zwiastowało ogromne emocje. Niestety, Dziki zdecydowanie lepiej rozegrały końcówkę. Duża w tym zasługa Darnella Edge’a. To właśnie ten zawodnik zdobywał punkty w kluczowych momentach. Ostatecznie ekipa z Warszawy wygrała 83:73.

Tasomix Rosiek Stal Ostrów – Dziki Warszawa 73:83 (22:11, 18:27, 17:24, 16:21)

reklama
reklama