BM Slam Stal Ostrów nadal bez zwycięstwa. Zmiana trenera i roszady w składzie na razie nie przynoszą żadnych efektów. King Szczecin wygrał w Ostrowie 96:71, a mógł zdemolować gospodarzy znacznie bardziej. W drugiej połowie – jak przyznali na konferencji Mindaugas Budzinauska i Maciej Majcherek – obie ekipy wypatrywały jak najszybszego końca spotkania, którego losy rozstrzygnęły się do przerwy.

reklama

Zaczęło się obiecująco, bo pierwsze 11 punktów dla BM Slam Stali rzucił Jakub Garbacz. Skrzydłowy gospodarzy trafił 3 na 4 rzuty z dystansu, a przy jednej próbie był faulowany. – Daliśmy Garbaczowi otwarte pozycje, ale później poprawiliśmy defensywę i rywal nie miał już czystych rzutów – mówił na konferencji Mindaugas Budzinauskas.

King momentalnie odjechał BM Slam Stali Ostrów, której licznik zatrzymał się długo na 15 punktach. Przyjezdni bezlitośnie wykorzystywali słabość Stali pod koszem. Ogrywali jak dziecko Nikolę Jevtovicia. Na poczynania Serba momentami nie dało się patrzeć. Może i chęci nominalny środkowy BM Slam Stali ma, ale umiejętności mu brakuje. Z kolei Jarosław Mokros jako piątka nie ma szans w starciu z mocniejszymi fizycznie rywalami. – W przyszłym tygodniu ma przyjechać środkowy, który mam nadzieję pomoże nam w walce podkoszowej – zdradził Łukasz Majewski.

Nowy trener ostrowian miał pretensje do swojej drużyny, że zaczęła walczyć dopiero w czwartej kwarcie, kiedy było już po meczu. Warto zaznaczyć, że wówczas King grał praktycznie drugą piątką i nie bronił tak agresywnie jak w pierwszej połowie. Szczecinianie zdominowali walkę na tablicach. Zbiórki wygrali w stosunku 41-26.

Zatrważająca w wykonaniu gospodarzy była skuteczność. Do przerwy we własnej hali zespół trafiał na 23 procentach. Fatalny debiut zaliczył Donte McGill, który miał być lepszy od Omara Calhouna, a na razie transfery strzelców BM Slam Stali to kompletne niewypały. McGill spudłował pierwsze jedenaście rzutów z gry. Trafił dopiero, jak już było po meczu, a rywal praktycznie nie bronił. Zakończył mecz ze skutecznością 14 procent (2/14).

I żal tylko trenera Łukasza Majewskiego, który podjął się karkołomnej misji w swoim debiucie. Przejął zespół kompletnie rozbity. Od początku brakuje w nim kreatora gry i środkowego. Nie ma strzelca, który ciągnąłby tę drużynę. Obawiać się można, że pojawienie się jednego nowego centra nie odmieni nagle oblicza tej drużyny, która od początku prezentuje się bardzo źle.

Brawa należą się jedynie klubowi kibica, który pomimo tego, że King niemiłosiernie lał BM Slam Stal, dopingował zespół do samego końca. Członkowie fan klubu zostawili więcej serca i potu na tym meczu niż niektórzy koszykarze…

BM Slam Stal Ostrów – King Szczecin 71:96 (15:23, 10:22, 29:30, 17:21)

BM Slam Stal: Paulius Dambrauskas 19, Jakub Garbacz 14, Daniel Szymkiewicz 13, Przemysław Żołnierewicz 13, Nikola Jevtović 5, Donte McGill 4, Szymon Ryżek 3, Jarosław Mokros 0, Michał Główka 0

King Szczecin: Ben McCauley 18, Cleveland Melvin 14, Paweł Kikowski 11, Mateusz Bartosz 10, Thomas Davis 10, Jakov Mustapić 9, Dustin Ware 9, Dominik Wilczek 7, Maciej Kucharek 5, Maciej Majcherek 3, Michał Ostrowski 0

reklama