Koszykarski Trybunał Arbitrażowy uznał, że BM Slam Stal Ostrów musi zapłacić cały kontrakt Grzegorzowi Surmaczowi, choć ten zagrał w sezonie zaledwie jeden mecz. Mało tego, w okresie przygotowawczym w organizmie koszykarza wykryto niedozwoloną substancję. – Wyrok wydany przez BAT uważamy za zdecydowanie absurdalny i graniczący z niedorzecznością – komentuje Bartosz Karasiński, prezes BM Slam Stali.

Grzegorz Surmacz, zgodnie z wyrokiem BAT, ma otrzymać ponad 150 tysięcy złotych należne z kontraktu, a także kolejne kilkadziesiąt tysięcy na pokrycie kosztów leczenia i procesu wraz z odsetkami. Ostrowski klub w październiku ubiegłego roku, po tym jak koszykarz nabawił się kontuzji, zdecydował się rozwiązać z nim kontrakt, powołując się na złamanie przez zawodnika zakazu używania zabronionych substancji.

reklama

Kontraktując Grzegorza Surmacza liczyliśmy na to, że pozyskujemy zawodowca w pełnym znaczeniu tego słowa. Niestety, okazało się, z zawodowstwem ten gracz ma niewiele wspólnego. Grzegorz Surmacz przyleciał do Polski kompletnie nieprzygotowany do świadczenia usług koszykarskich. Po kilku dniach treningów nabawił się kontuzji, która była efektem właśnie braku przygotowania. Kontuzja wykluczyła go z pracy w okresie przygotowawczym. Przeprowadzone rutynowe badania wykazały natomiast, że w jego organizmie znajdowała się niedozwolona substancja, a konkretnie marihuana. Natychmiast przeprowadzona została rozmowa z zawodnikiem, który przyznał, że dla niego w trakcie wakacji rzeczą naturalną jest palenie marihuany i nie widzi w tym nic złego – mówi Bartosz Karasiński, prezes spółki.

Zszokowani takim tłumaczeniem byliśmy gotowi rozwiązać kontrakt. Ulegliśmy jednak prośbom zawodnika, który nalegał, żeby dać mu jeszcze jedną szansę, bowiem natychmiastowe rozwiązanie z tego powodu, ledwo co podpisanego kontraktu mogło zrujnować jego karierę i zamknąć drzwi do gry w innych klubach. Zawarliśmy dżentelmeńską umowę, ale okazuje się, że słowa Grzegorza Surmacza są niewiele warte – dodaje Bartosz Karasiński.

Międzynarodowy trybunał uznał jednak, że BM Slam Stal nie miała prawa rozwiązać kontraktu, powołując się na pozytywny wynik testu, który był częścią badań mających potwierdzić wejście kontraktu w życie. Klub wówczas nie zdecydował się wtedy uznać umowy za nieważną, co teraz odbija się BM Slam Stali czkawką. Koszykarz powtórzony test przeszedł pozytywnie i został zgłoszony do rozgrywek. Tym samym – zdaniem BAT – kontrakt Surmacza stał się ważny i wszedł w życie.

Kolejny uraz, jakiego doznał Grzegorz Surmacz także był efektem nieprzygotowania i brakiem odpowiedniego przepracowania okresu przygotowawczego. W inauguracyjnym meczu z Astorią zagrał przez niewiele trzy minuty, co zakończyło się kontuzją. Zaoferowaliśmy zawodnikowi pełną opiekę medyczną na najwyższym poziomie. Zamierzaliśmy pokryć koszty operacji i rehabilitacji oraz opłacać mieszkanie i inne niezbędne rzeczy aż do momentu wyleczenia kontuzji bez względu na długość trwania całego procesu, nawet jeśli miałoby to trwać do końca sezonu. Ponadto, przedstawiliśmy Grzegorzowi Surmaczowi bardzo korzystną formę pomocy i wsparcia w postaci trzech miesięcznych pensji mimo niewykonanej przez niego pracy. Całość wsparcia dla Grzegorza Surmacza opiewała na kwotę blisko 100 tysięcy złotych – wyjaśnia Bartosz Karasiński.

Zawodnik jednak – pozostając według naszej opinii pod ogromnym wpływem swoich doradców – zignorował tę propozycję i oddał sprawę do BAT. Mimo, że nie wniósł nic do gry naszego zespołu zażądał całości wynagrodzenia do końca sezonu, a w toku procesu oświadczył, że z nowym klubem podpisał umowę opiewająca na kwotę dziesięciokrotnie niższą niż z naszym klubem – dodaje przedstawiciel BM Slam Stali.

BM Slam Stal jest rozczarowana wyrokiem BAT, przyznającym rację koszykarzowi. – Jesteśmy zniesmaczeni zarówno wyrokiem BAT jak i postępowaniem Grzegorza Surmacza, które niestety nie ma zbyt wiele wspólnego z zasadami obowiązującymi zawodowego sportowca. My oczywiście wyrok BAT wykonamy w całości, ale też z całej tej sytuacji wyciągniemy wnioski, co do budowania w przyszłości naszych relacji prawnych z zawodnikami. Panu Surmaczowi życzymy, jak najlepiej, żywiąc jednak nadzieję, że kluby, z którymi w przyszłości będzie współpracował, wyciągną lekcję z naszych rozczarowujących doświadczeń – podkreśla Karasiński.

I na koniec jeszcze refleksja ostrowskiego klubu na temat wyroków, które zapadają w BAT. – Nie mamy zbyt wielu doświadczeń na tym polu, ale wydany wyrok wydaje się potwierdzać opinię, że BAT – który z założenia ma działać według zasad słuszności i sprawiedliwości – często prezentuje stanowisko oderwane od realiów, uznające racje tylko jednej ze stron sporu czyli agentów, zawodników czy trenerów. Te słowa znajdują potwierdzenie w rozmowach z wieloma klubami zarówno tymi polskimi, jak i europejskimi, wobec których także zapadały co najmniej kontrowersyjne  wyroki – kończy Bartosz Karasiński.

reklama