Ignacy Jan Paderewski (*18 XI 1860 †29 VI 1941)

Nie zginie Polska, nie zginie…

Kim był? Trudno krótko odpowiedzieć na takie pytanie. Na jego koncerty fortepianowe w Stanach przychodziło po kilka tysięcy ludzi. Był wirtuozem fortepianu światowej sławy. Był wybitnym kompozytorem, wystarczy przypomnieć jego nieziemski „Koncert fortepianowy a-moll” albo „Symfonię h-moll”. Albo „Fantazję polską”! Był milionerem wspierającym zdolnych polskich artystów. Jego karierę wsparła niegdyś Helena Modrzejewska… Był przyjacielem wielu wybitnych postaci ówczesnego świata, z prezydentem USA Woodrow Wilsonem na czele, któremu wbijał do głowy przy każdej okazji, że bez wolnej Polski Europa nie zazna nigdy pokoju… I prezydent to powiedział na cały świat! Uzależnił od tego poparcie USA dla rozstrzygnięć konferencji pokojowej!

reklama

– Powinno być utworzone niepodległe Państwo Polskie, które winno obejmować ziemie zamieszkałe przez ludność bezspornie polską, mieć zapewniony wolny i bezpieczny dostęp do morza; jego niezawisłość polityczna, gospodarcza oraz całość terytorialna winna być zagwarantowana układem międzynarodowym.

To był dyplomatyczny przełom w sprawie polskiej podczas I wojny światowej, a nie załgana bolszewicka deklaracja o „prawie narodów do samostanowienia”, po której poszła nawała bolszewicka „przez trupa Polski”!

W Wielkopolsce mają Paderewskiego za Wielkopolanina, tak bardzo z jego imieniem związała się historia zwycięskiego powstania 1918-1919 roku! A przecież nie tu się urodził, lecz w Kuryłówce, która dziś leży na Ukrainie.

Paderewski artysta bywał politykiem i to z pierwszych stron gazet. Był premierem Rządu RP i ministrem spraw zagranicznych, wysłannikiem Rzeczypospolitej do Ligi Narodów. Nie czuł się w tych rolach dobrze, uważał je za swój obowiazek wobec odrodzonego państwa, za konieczną daninę dla Ojczyzny. Kiedy jego polityczna misja się kończyła, wracał z ulgą do fortepianu. Nigdy się nie wikłał w rozgrywki partyjne. Polska była jego pierwszą po Bogu miłością. W roku 1940, już bardzo stary i schorowany, przyjął obowiązki przewodniczącego Rady Narodowej Rzeczypospolitej Polskiej w Londynie – namiastki Sejmu RP na Uchodźstwie. Z tego czasu pochodzi jego dramatyczne przemówienie radiowe do rodaków. Mówił płacząc:
– Nie zginie Polska, nie zginie, ale trwać będzie przez wieki!

Mistrzu Janie, pozostaniesz na zawsze w sercach wszystkich rodaków – nawet tych bez muzycznego słuchu, którzy nie potrafią się rozkoszować twoim „Menuetem G-dur”… ■

Piotr Szubarczyk

 

reklama