Fot. Bartosz Górski

– Dziękuję kolegom za wyróżnienie i zaufanie. Decyzja Łukasza Majewskiego mimo wszystko nas zaskoczyła – mówi Michał Chyliński, nowy kapitan BM Slam Stali Ostrów. Grający jeden z najlepszych sezonów w karierze strzelec podkreśla, że cele zespołu na ten sezon nagle się zmieniły i wzrosły. -Mamy ambicję gry o medale. Walczymy o najwyższe cele, ale nie zapominajmy o tym, co mówione było w sierpniu – zaznacza Chyliński.

Zgodzisz się z tezą, że nawet jak nie idzie wam w ataku i zawodzi skuteczność, obroną potraficie wracać do meczu?

reklama

– Oczywiście, pokazaliśmy to w meczu z Anwilem Włocławek. Z dobrej obrony wynika często dobry atak. To jest też kwestia taktyki na danego rywala. Akurat z Anwilem trzeba było grać szybko, bo inaczej stawiali strefę w obronie, z którą mieliśmy problem.

Nietrudno także odnieść wrażenie, że lepiej wam się grało, gdy na parkiecie nie było Mike’a Scotta. Czy Amerykanin twoim zdaniem nie gra zbyt egoistycznie?

– Nie mi oceniać grę Mike. Od tego jest trener i działacze. Nie powiem złego słowa na Mike’a ani że gra pod siebie, a nie na zespół. Jest po prostu takim graczem. Taki ma styl. Były mecze, w których trafiał prawie każdy rzut i nikt wtedy złego słowa nie mówił.

A nie jest tak, że Mike Scott to bardziej dwójka, a nie jedynka, a wy potrzebujecie klasycznego rozgrywającego? Przecież Nemanja Jaramaz, który z konieczności fragmentami rozgrywa piłkę, też nie jest urodzonym playmakerem…

– Możliwe. Nie zaprzeczam ani nie potwierdzam. To nie są tak naprawdę pytania do mnie. Nie jestem od kompletowania składu drużyny. Trzeba zapytać trenera albo prezesa. My jesteśmy od tego, żeby grać jak najlepiej.

Pytam o twoje odczucia jako zawodnika, który przecież żyje też z podań rozgrywających. A może z innej beczki. Jak czujesz się w roli kapitana drużyny?

– Bardzo dobrze. Szkoda tylko, że pierwszy mecz w nowej roli przegraliśmy. Ogólnie dla mnie to duże wyzwanie i spore wyróżnienie od chłopaków.

Decyzja Łukasza Majewskiego o końcu kariery zaskoczyła was, czy przygotowywał was na ten moment?

– Trochę nas zaskoczyła. Tak widocznie to czuł i tak chciał zrobić. Każdy z nas jest wolnym człowiekiem i ma prawo podejmowania decyzji. Życzymy mu powodzenia na nowej drodze, bo tak naprawdę to jest rozpoczęcie nowego życia. Oby mu się powiodło.

Bilans pierwszej rundy 10-5 wcale nie jest taki zły, zważywszy na to, jakie cele stawiano wam przed sezonem…

– Oczywiście. Wiadomo, najlepiej byłoby mieć 15-0, ale nie możemy chodzić ze zwieszonymi głowami. Kiedy budowano ten zespół była mowa o tym, że walczymy o play-offy. Kiedy wygraliśmy kilka meczów, te cele szybko się zmieniały. Oczywiście, my jako zawodnicy i trenerzy, chcemy walczyć o medale. To jest normalne. Nikt z nas nie chce tylko walczyć o udział w play-offach. Bilans 10-5 po pierwszej rundzie jest lepszy niż przed rokiem o tej porze sezonu. Jeszcze bardzo dużo grania przed nami. Trzeba nadal ciężko pracować, bo bez tego nic się nie osiągnie.

Apetyty na coś więcej niż tylko play-offy wzrosły po dołączeniu do zespołu Ivana Marasa i Nemanji Jaramaza?

– Oczywiście, że tak. Mamy drużynę z dużym potencjałem, która może bardzo dobrze grać na dwóch końcach boiska, zarówno w obronie, jak i ataku. Nie mówię, że nie będziemy walczyć o mistrzostwo Polski. Nikt temu nie zaprzecza. Na pewno kilku z tych porażek mogliśmy uniknąć i bilans 12-3 byłby wówczas super. (m)

reklama