To był jego wieczór. Niemalże, ile razy przymierzył piłkę do kosza, zdobywał punkty. Mike Scott trafił 8 rzutów z dystansu, oddając 13 prób. Zaliczył 16 rzutów z gry i trafił aż 10. Zdobył 29 punktów i poprowadził swój zespół do pewnego zwycięstwa nad Kingiem Szczecin 92:80. Pokazał, że potrafi świetnie uzupełniać się z Casperem Ware i wcale nie dał się przyćmić gwieździe ligi australijskiej.
Jak gra Ci się teraz, kiedy pojawił się w zespole Casper Ware, koszykarz na Twoją pozycję i trochę podobny do Ciebie nie tylko pod względem wzrostu, ale i stylu gry?
-Szczerze, gra mi się dużo łatwiej. Spoczywa na mnie teraz mniejsza odpowiedzialność, bo dzielimy się rzutami, minutami. Poza tym, grając razem na parkiecie z Casperem Ware, rywale wywierają na mnie mniejszą presję. Nie muszę już tyle grać z piłką w rękach. Nie ukrywam, że moja rola nieco się zmieniła, ale odpowiada mi to doskonale.
Jak ocenisz mecz z Kingiem Szczecin? Trudne spotkanie czy może jednak mieliście je pod kontrolą?
-Trudne było szczególnie w dwóch pierwszych kwartach. King Szczecin to bardzo dobry zespół, który ma w swoich szeregach klasowych koszykarzy. Myślę jednak, że oddaliśmy kluczowe celne rzuty, kiedy oni próbowali nas gonić. Zasłużyliśmy na to zwycięstwo.
Jesteście już drużyną kompletną, która może bić się o najwyższe cele w play-offach?
-Cały czas pracujemy nad tym, by optymalnie wykorzystać umiejętności każdego z nas, w przede wszystkim grać zespołowo. Kiedy dzielimy się piłką, jesteśmy mocni. Do końca sezonu zasadniczego pozostały cztery mecze. Chcemy je wygrać i zobaczymy, co to nam da.
Nie wszystko bowiem zależy od was, bo do miejsca w czołowej czwórce, wyżej notowani rywale też muszą się potknąć…
-Zdajemy sobie z tego sprawę. Nie oglądamy się na innych. Sami chcemy wygrywać i być coraz mocniejsi w play-offach. Cały czas przygotowujemy się pod kątem decydującej części rozgrywek
Przewaga parkietu w fazie play-off może mieć znaczenie?
-Jasne, że tak. Mamy wspaniałych fanów, którzy wiele razy nieśli nas do kolejnych zwycięstw. Fajnie byłoby grać z przewagą własnego parkietu. W obcych halach nasi kibice też nas wspierają, ale u siebie gra nam się na pewno lepiej.
Rozmawiał: Maciej Kmiecik






