Z tak jeżdżącym Australijczykiem Arged Malesa TŻ Ostrovia nie stoi na straconej pozycji w rundzie play-off. Sam Masters w Gnieźnie zdobył 12 punktów i 1 bonus, będąc najlepszym żużlowcem drużyny beniaminka Nice 1. LŻ. Tak dobrze Masters nie jeździł od lat w polskiej lidze.

reklama

Szczerze mówiąc, to ja już nie pamiętam, kiedy ostatnio w Polsce zdobyłem dwucyfrówkę, nie licząc występów w Ostrowie w drugiej lidze w 2017 roku. Jestem bardzo szczęśliwy, że forma poszła w górę. Im więcej jeżdżę, tym lepiej się czuję, choć duża liczba meczów daje mi się we znaki i jestem zmęczony – nie kryje Sam Masters.

Australijczyk miał fatalny początek sezonu. To on zawalił mecz w Łodzi, a jego zespół przegrał z Orłem na inaugurację 43:47. – Tym bardziej się teraz cieszę, że pomogłem zapewnić drużynie udział w play-offach. Bardzo się z tego cieszę. Pojedziemy w najlepszej czwórce ligi. W Ostrowie czuję się wyśmienicie i mamy naprawdę fajny zespół – podkreśla Sam Masters.

Sam już od jakiegoś czasu dawał sygnały zwyżki formy. Jechał coraz lepiej, a w Gnieźnie faktycznie zanotował najlepszy mecz w sezonie. Co ciekawe, on do końca nie czuł się dobrze spasowany z tym torem. Odczucia były najwyraźniej gorsze niż punkty, które zdobywał – ocenił Mariusz Staszewski.

Arged Malesa TŻ Ostrovia jest już pewna miejsca w play-offach, ale od niedzielnego meczu z Orłem Łódź zależy, z którego miejsca wystartuje beniaminek. Jeśli wygra z bonusem (w Łodzi przegrał tylko 43:47), może nawet awansować na drugie miejsce. Jeśli jednak swoje mecze wygrają zespoły z Gniezna i Tarnowa, to ostrowianie pozostaną na czwartej pozycji. Jest jednak duża szansa na wyprzedzenie Unii, która na ostatni mecz uda się do Daugavpils na mecz z Lokomotivem. Łotysze walczą o uniknięcie baraży. Taki sam cel przyświeca Orłowi Łódź, który w niedzielę o 14:30 do Ostrowa z pewnością nie przyjedzie tylko na wycieczkę.

reklama