Ależ mecz, ależ emocje. Piłkarze ręczni Ostrovii po niezwykle dramatycznym spotkaniu wygrali z liderem tabeli grupy B I ligi, Stalą Gorzów dopiero po serii rzutów karnych 5:4. W regulaminowym czasie był remis 26:26. Ostrowianie cieszyli się z dwóch punktów, ale z tą radością mieszał się niedosyt, bowiem przez całe spotkanie prowadzili gospodarze, którzy mogli spokojnie wygrać za trzy punkty.

reklama

Ostrovia kapitalnie rozpoczęła spotkanie. Twardo broniła, grała kombinowaną defensywą, która na początku przysporzyła sporo problemów liderowi tabeli. Stal Gorzów pierwszą bramkę rzuciła dopiero w 7 minucie meczu. W 12 minucie było 5:1 dla gospodarzy.

Do przerwy ostrowianie kontrolowali w pełni spotkanie. – Lepszego scenariusza nie mogliśmy sobie wymarzyć. Zagraliśmy naprawdę dobry mecz. Oczywiście, że mogły być trzy punkty, ale mogliśmy skończyć równie dobrze z jednym lub bez punktu – oceniał po meczu trener Rafał Stempniak.

W 39 minucie Ostrovia prowadziła 19:13, a Jakub Przybylski miał idealną sytuację do podwyższenia przewagi. Niestety, trafił w słupek, a chwilę później w obronie sfaulował i został odesłany na dwie minuty kary. Od tego momentu gospodarzom przytrafił się fatalny przestój. Rywal szybko odrobił straty i w 46 minucie był remis 19:19.

Ostrovia jednak odzyskała dobry rytm i po rzucie przez całe boisko do pustej bramki wygrywała ponownie 24:21. Niestety, lider tabeli piorunująco odrobił straty i znów był remis 24:24. W 57 minucie gospodarze wygrywali 26:24, ale dwie ostatnie bramki rzucili gorzowianie. Ostrovia miała jeszcze akcję na zwycięstwo w regulaminowym czasie, ale bramkarz Stali obronił i o losach meczu decydowały rzuty karne.

Wśród gospodarzy ciśnienia nie wytrzymał Jakub Przybylski. Niesamowitą odpornością psychiczną wykazał się Mateusz Foterek, który wybronił decydujący rzut karny przy remisie 4:4. Chwilę później trener Stali ponownie desygnował do rzutu Marcina Smolarka, który znów się pomylił. – Szczerze mówiąc, nie myślałem nawet, że rzucał ten sam zawodnik. Skupiłem się na tym, by odbić piłkę – mówił przeszczęśliwy Mateusz Foterek, który nie bronił przez cały mecz, a i tak okazał się jednym z bohaterów, sprawiając sobie jednocześnie piękny urodzinowy prezent.

Decydujący rzut dla Ostrovii trafił z linii Michał Bałwas. Gospodarze wygrali serię rzutów karnych 5:4. Dwa punkty pozostały w Ostrowie, a jeden pojechał do Gorzowa.

KPR Ostrovia Ostrów Wielkopolski – Stal Gorzów 26:26 (14:10) k.5:4

KPR Ostrovia: Foluszny, Foterek – Przybylski 5, Bałwas 1, Salamon 4, Zimny, Biegański, Marciniak 10, Wojciechowski, Staniek 2, Wołowicz 1, Krzywda 3, Brychcy.

Najwięcej dla Stali: Stupiński 6, Kryszeń 5.

reklama