Paweł Staszak, prezes KPR Ostrovia jest zniesmaczony decyzją Komisarza Ligi, który na trzy dni przed planowanym barażem o miejsce w PGNiG Superlidze, wydał komunikat o tym, że ani KPR Ostrovia ani KPR Legionowo nie spełniają wymogów licencyjnych. Po co zatem ta cała „szopka”, skoro granie sobotniego meczu w Łodzi traci jakikolwiek sens?
Przypomnijmy, że w komunikacie Komisarza Ligi czytamy, że „Stowarzyszenie Klubu Piłki Ręcznej Ostrovia, które mimo kilkukrotnych wezwań do uzupełnienia dokumentacji, nie przedłożyło żadnych dokumentów wymaganych w procesie licencyjnym. Klub przesłał jedynie wniosek o udzielenie licencji do udziału w rozgrywkach PGNiG Superligi w sezonie 2020/2021, które jest jedynie formalnym zgłoszeniem chęci udziału w procesie licencyjnym” .
–W komunikacie zawarta jest nieprawda, bo dostałem jednego, jedynego maila w sprawie uzupełnienia dokumentacji, na którego od razu zareagowałem, kontaktując się z komisarzem ligi. Wyjaśniłem, że nie jestem w stanie w dobie pandemii uzyskać zaświadczenia z Urzędu Skarbowego o niezaleganiu z podatkami. Poza tym, trudno było mi przed uzyskaniem sportowego awansu uzyskać od kogokolwiek zapewnienie o tym, że zdołamy uzbierać 2 miliony budżetu – wyjaśnia Paweł Staszak.
Prezes KPR Ostrovia nie kryje, że jeszcze kilka dni temu rozmawiał z władzami miasta i był umówiony na kolejne spotkanie na najbliższy poniedziałek. –Jeśli w sobotę okazałoby się, że wywalczyliśmy awans i spełniamy kryterium sportowe ubiegania się o licencję w Superlidze, wówczas przystąpilibyśmy do konkretnych działań w kwestii wypełnienia kolejnych niezbędnych wymagań. Nikt mi nie da gwarancji na piśmie zanim zespół nie wywalczy sportowego awansu – podkreśla Staszak.
Nasz rozmówca zdegustowany jest terminem wydania decyzji Komisarza Ligi na trzy dni przed planowanym barażem. – Przecież my się raptem tydzień wcześniej dowiedzieliśmy, że baraż odbędzie się dopiero 27 czerwca. Nie mieliśmy na to żadnego wpływu. Zespół od półtorej miesiąca przygotowywał się do tego meczu, który miał być najważniejszym w historii naszego klubu, a może okazać się zwykłym sparingiem. Po co w takiej sytuacji ryzykować jakiekolwiek kontuzje, skoro stawka meczu jest praktycznie żadna? – pyta retorycznie Staszak.
KPR Ostrovia odnosi wrażenie, że Superliga nie chce beniaminka, by uniknąć nieparzystej liczby zespołów w lidze zawodowej. – Można było to oficjalnie ogłosić dwa miesiące temu, a nie mamić nas wizją gry w barażu. Mogliśmy mieć już dawno koniec sezonu i nie ponosić dodatkowych kosztów. Przecież przez kolejne dwa miesiące musimy płacić zawodnikom, którzy trenowali do tego ważnego meczu, a teraz okazuje się, że może w ogóle go nie być – dodaje Staszak.
Komisarz Ligi podjął decyzje o nieudzieleniu Stowarzyszeniu Klubu Piłki Ręcznej Ostrovia licencji. Od wydanej decyzji klubom przysługuje odwołanie do Komisji Odwoławczej ZPRP i wnosi się je za pośrednictwem Komisarza Ligi w ciągu 7 dni od doręczenia decyzji z uzasadnieniem. – Żeby wnieść odwołanie trzeba zapłacić 4 tysiące złotych. Usłyszeliśmy jednak, że nie możemy już teraz dołączyć niezbędnych dokumentów, a po prostu wcześniej nie byliśmy ich w stanie uzyskać. To wszystko traci zatem jakikolwiek sens – dodaje Staszak.
W czwartek zarząd klubu ma spotkać się ze sztabem trenerskim i zawodnikami, by podjąć decyzję o tym, czy w ogóle jechać do Łodzi w sobotę. – Kontaktowałem się również z klubem z Legionowa. Czekam na ich stanowisko w tej sprawie. Biorąc pod uwagę to, jak nas potraktowano, sobotni mecz nie ma kompletnie sensu. Podcięto nam wszystkim skrzydła. Zarządowi, trenerom i zawodnikom – kończy prezes KPR Ostrovia.






