Łowiectwo w Polsce – z cyklu „Lektury z górnej póły”

0

Łowiectwo to dzisiaj temat wstydliwy, tabu. Jedyna telewizja, która jeszcze pokazuje programy o myślistwie, to telewizja TRWAM. A przecież polowanie na zwierzynę towarzyszyło człowiekowi od pradziejów, powstanie państwa polskiego też ma swój początek na łowach! Trzech braci: Lech, Czech i Rus wybrali się na łowy i pojechali w różne strony świata. Nasz protoplasta w pogoni za turem dotarł do odległej polany, gdzie rosło samotne wielkie drzewo, na którym siedział biały orzeł w blasku zachodzącego słońca (stąd nasze barwy narodowe, a polana z drzewem dała nazwę Polska i Polacy).

Nasi pierwsi władcy z zamiłowaniem oddawali się łowom, w końcu była to rycerska rozrywka, bo na polowaniu używano tej samej broni, która służyła w boju. A więc polowanie było swoistą nauką w posługiwaniu się orężem, tropieniem zwierzyny oraz uczyło działania w grupie.

reklama

Pierwsze tysiąclecie naszej ery to okres, kiedy na zwierzynę mogli polować wszyscy. Dopiero powstanie państwa polskiego wprowadziło pierwsze ograniczenia łowieckie. W wiekach X-XIII wyodrębnił się monopol łowiecki księcia, a następnie króla oraz dokonano podziału zwierzyny na grubą i drobną. Nasza pierwsza dynastia – Piastowie – z wielkim zamiłowaniem oddawali się łowom wydając jednocześnie różne rozporządzenia w celu ochrony zwierzyny. Tylko królowie mogli polować na tury, żubry i rysie. Kazimierz Wielki decydował również kto może polować na jelenie i dziki. Dla naszego ostatniego Piasta łowy były największą namiętnością i jak się okazało, były jego zgubą. W czasie jednego z polowań spadł tak niefortunnie z konia, że zranił sobie poważnie lewą nogę i chociaż został szybko zawieziony na Wawel pod opiekę medyków, to wkrótce zmarł. Można śmiało wysnuć tezę, że łowy zmieniły bieg historii naszego państwa.

Teraz na arenę wkroczyli Jagiellonowie. Pokojowe zjednoczenie Polski i Litwy oprócz polityczno-społecznych przemian zmieniło również spojrzenie na łowiectwo. Teraz dygnitarze i możnowładcy mogli korzystać z prastarych puszcz, a stare restrykcyjne prawa przestały obowiązywać, np. łowy na grubego zwierza nie były już monopolem władcy, a posiadacza dóbr ziemskich. Że łowy miały wielki wpływ na losy Polski świadczy smutny koniec dynastii Jagiellonów. Król Zygmunt Stary chciał swojej żonie Bonie rozmiłowanej w łowach sprawić wielką przyjemność i nakazał schwytanego niedźwiedzia przywieźć w klatce do Niepołomic. Tam urządzono niefortunne polowanie. Wypuszczono niedźwiedzia, a on zaatakował ludzi biorących udział w tych łowach. Koń królowej Bony spłoszył się i zrzucił ciężarną na ziemię. Królowa poroniła i to spowodowało wcześniejsze wygaśnięcie dynastii Jagiellonów. Król na tym polowaniu śmiał się ze Stańczyka, że uciekł na drzewo przed niedźwiedziem, co ten skomentował mądrym stwierdzeniem: „większy ten błazen, co mając niedźwiedzia w skrzyni, puszcza go na własną szkodę”.

Po Jagiellonach nastąpił czas królów elekcyjnych, a łowiectwo dalej w tamtych czasach było wielką miłością ludzi możnych. Wystarczy wspomnieć, że nasz wspaniały król Stefan Batory doczekał się monografii historyka Adolfa Pawińskiego o swojej łowieckiej pasji (było to pierwsze wydawnictwo poświęcone tej dziedzinie zainteresowań polskich monarchów). Wielkim myśliwym był też Jan III Sobieski, który opisywał swoje łowy w listach do Marysieńki. Niestety, po jego panowaniu nastąpił kres pięknych tradycji łowieckich. Dochodziło do takich patologii, jak wpuszczanie dla „zabawy” na ogrodzony teren zwierzyny i dokonywania na niej egzekucji – tak było za króla Augusta III!

A jak wyglądały łowy w okresie zaborów?

W którym zaborze najtrudniej było się zrzeszać myśliwym?

Gdzie zaczęto wydawać pierwsze czasopismo dla myśliwych pt. „Łowiec”?

To tylko kilka zagadnień, na które odpowiedzi znajdziecie w tej bogato ilustrowanej książce. A na koniec mała dygresja. W Polsce odrodzonej nastąpił rozkwit stowarzyszeń łowieckich. Do dobrego tonu wśród dygnitarzy państwowych należało pokazywanie się na polowaniach i z trofeami łowieckimi, a dzisiaj urzędnik państwowy, viceprezydent Warszawy Rabiej lansował się pod wspólną kołderką ze swoim mężem (wtyczką, kontaktem?)! Czy to jest nasza kultura: dwóch panów w jednym leżu, a nie upolowane mięsko na talerzu?

Smacznego


PS
Ten artykuł nie był sponsorowany przez Polski Związek Łowiecki.
Mieczysław Mazaraki „Łowiectwo w Polsce” poleca Sławomir Gralka

reklama