Szanowni Państwo, zanim przystąpicie do czytania omawianej dzisiaj książki, proszę zaopatrzyć się w czekoladę mleczną lub czekoladę gorzką, lub czekoladę nadziewaną, a do picia proszę przygotować sobie pyszne kakao. Wszystkie produkty muszą posiadać logo E.Wedel! Jest to bowiem opowieść o rodzinie, której nestor Carl – Niemiec – przyjechał do Warszawy robić interesy, syn Emil został Polakiem, a wnuk Jan w czasie II wojny światowej odmawiał podpisania folkslisty!
Kakaowiec jak wiadomo przywędrował do Europy z Ameryki i bardzo długo nie przypominał produktu, który znamy. Dopiero w 1828 roku Holender Coenraad Johannes van Houten opatentował proces odtłuszczania ziaren kakaowca (sproszkowane kakao), a Anglik Joseph Fryow w 1847 roku po wielu próbach wyprodukował ,,sprasowane” masło kakaowe z cukrem (ten wyrób był protoplastą dzisiejszej czekolady).
Carl Wedel przyjechał do Warszawy około roku 1848, podjął pracę u swojego krajana w fabryce karmelków i wyrobów czekoladowych. Usamodzielnił się w 1851 roku, ale jego pierwszym ,,interesem” była… pijalnia piwa! (Tutaj pyszna, wręcz czekoladowa ciekawostka – ta pijalnia znajdowała się w kamienicy, w której Bolesław Prus w LALCE lokalizuje sklep Wokulskiego i mieszkanie Ignacego Rzeckiego!). Dopiero w listopadzie tego samego roku Wedel otworzył cukiernię i się zaczęło… W tamtym czasie było w Warszawie kilka podobnych zakładów, ale to Wedlowi udało się ,,rozkręcić” biznes. Co go wyróżniało od innych? Doskonała jakość wyrobów i nieustanne testowanie nowych produktów oraz coś, co wtedy uważano za przejaw nieuczciwej gry – reklama! Była ta jawna, która zachęcała do zakupu jego wyrobów i ta ukryta – przykładem mogą być teksty, które ukazywały się w gazetach, pisane przez ,,spontanicznych obywateli” np.: ,,Byłem u Wedla, zjadłem niepozorne ciastko i się zachwyciłem! Na pewno tu wrócę!”
Właśnie w ten sposób Carl budował swoją markę. Należy pamiętać, że czasy były wtedy bardzo niespokojne, doszło nawet do zniszczenia jego sklepu (dlaczego? – szczegóły w książce…), i stery firmy przejął Emil, który znakomicie wyprowadził ją na szerokie wody. Wtedy również wybuchło powstanie styczniowe i w 1864 roku na stoku Cytadeli powieszono Romualda Traugutta. Te wydarzenia w wielkim stopniu przyczyniły się do tego, że pan Emil wybrał polskość. Mówił, że jego rodzina jest rodziną polską niemieckiego pochodzenia. W tej książce opisany jest cały proces powstawania przyszłego imperium czekoladowego, na co złożyła się ciążka praca, znakomite wyroby i nieustające poszukiwania nowych wyrobów, a wszystko okraszone było inteligentną reklamą.
Tutaj chciałbym skupić się na osobie syna Emila – Jana, którego wkład w rozwój firmy był największy. Jan Wedel był człowiekiem doskonale wykształconym, znającym kilka języków.
To właśnie za jego czasów powstał nowoczesny zakład na warszawskiej Pradze. Dzięki tej książce możemy się dowiedzieć, jak onegdaj ludzie pracowali, ile zarabiali, jak żyli, zobaczyć wzloty i upadki firmy, strajki w ciężkich kryzysowych latach międzywojennych i kiedy na przykład zostało opatentowane ,,Ptasie mleczko”- wynalazek Jana Wedla, który jest z nami do dzisiaj. Pan Jan bardzo często powtarzał: ,,Nie pracuję przecież tylko dla siebie, ale przede wszystkim dla Polski, w której jest tyle do zrobienia”. Ten niezwykły przedsiębiorca w okresie międzywojennym zbudował mieszkania dla swoich pracowników, stworzył kluby sportowe, kółko dramatyczne oraz otworzył fabryczny gabinet lekarski, wprowadził również rzecz wtedy kompletnie nieznaną – 15-minutową gimnastykę dla pracowników, prowadzoną przez trenerkę (i tu ciekawostka: gimnastyka nie skracała przerwy przysługującej pracownikowi).
Drodzy Państwo, o ponurych okupacyjnych latach to już musicie sobie sami doczytać, a o ,,komuchach”, którzy ukradli fabrykę prawowitemu właścicielowi, to mi się nawet nie chce pisać!
Ps.
Pan Jan własnych dzieci nie miał, ale w swojej fabryce zbudował żłobek i przedszkole. Wszystkie dzieci kochał i otaczał opieką, ale czasami nachodziły go filozoficzne pytania:
,,Jak to może być, że wszystkie dzieci są tak miłe, grzeczne, a z kogo potem wyrastają złodzieje i kryminaliści?”
Łukasz GARBAL ,,Wedlowie – czekoladowe imperium”. Życzę słodkiej lektury!
Sławomir Gralka






