Alfred Szklarski. Sprzedawca marzeń – z cyklu „Lektury z górnej póły”

0

Czy ktoś dzisiaj potrafi pisać dla młodzieży tak jak Alfred Szklarski? Jego literackie credo brzmiało: ,,Kryminał potrafi machnąć byle głupek! Ale napisać taką książkę, która ma w sobie wartość, to jest sztuka dostępna niewielu”.

Urodził się prawdopodobnie w Polsce w 1912 roku, a nie jak podają encyklopedie (i jak sam twierdził) w Stanach Zjednoczonych. Faktem jest że, całe dzieciństwo i wczesną młodość spędził w Chicago, a czasy były wtedy bardzo niespokojne. Na własne oczy zobaczył narodziny przestępczości, bo to co miało być zbawieniem dla ludzkości (prohibicja) spowodowało eskalację przemocy na niebywałą skalę. Zetknął się tam również z Indianami, którzy popisywali się w przedstawieniach swoją brawurową jazdą na koniach i umiejętnościami strzeleckimi. Ale nie byli to już dumni tubylcy tylko ludzie pozamykani w rezerwatach. Pięćset lat temu przyjęli uchodźców i jak na tym wyszli?

reklama

Matka Alfreda nie potrafiła przystosować się do Ameryki, bardzo tęskniła za ojczyzną i gdy Polska odzyskała wolność postanowiła ją odwiedzić. Przybyła tutaj w 1922 roku, a na stałe powróciła z dziećmi w 1926 roku. Niestety matka niebawem umarła, a pan Alfred klepał straszną biedę. Jednocześnie doskonała znajomość angielskiego pozwoliła mu po maturze dostać się do ekskluzywnej Szkoły Nauk Politycznych. Po studiach jego życie stabilizowało się, ożenił się z piękną Krystyną i wtedy wybuchła II Wojna Światowa….
Pan Szklarski podjął wówczas bardzo złą decyzję – zaczął współpracować z tzw. prasą „gadzinową”. Pisanie do takich gazet było uważane za wysoce naganne. Co prawda pisał przeważnie opowiadania, które można określić jako awanturniczo-przygodowe, ale tak czy inaczej była to współpraca z niemieckim okupantem… czy kupowanie tych szmatławców wychodzących w olbrzymich nakładach też nie było formą współpracy z Niemcami?

Pierwszego sierpnia 1944 zaczęło się Powstanie Warszawskie, które zaskoczyło Szklarskiego w Śródmieściu; przyłączył się do powstańców i jako szeregowy „Szklarz” przez 63 dni walczył z Niemcami. Po Powstaniu państwo Szklarscy po wielu perypetiach wylądowali w Katowicach. Tutaj powstała książka wydana w 1948 roku „Tomek w tarapatach”. Brzmi znajomo? Ale ta powieść ma niewiele wspólnego z serią, która przyniosła mu uznanie i miłość nastoletnich czytelników. W tym samym roku przyszło mu ponieść konsekwencje za współpracę z prasą „gadzinową”. W procesie sądowym został skazany za kolaborację z wrogiem na osiem lat więzienia z czego odsiedział 5 lat i dwa miesiące.
Po wyjściu na wolność trafił do wydawnictwa, które przyjęło nazwę ŚLĄSK i pracował w nim aż do emerytury. Tutaj w 1956 roku narodził się Tomek Wilmowski. Maszynopis pierwszego „Tomka” dał do oceny między innymi swojemu szefowi. Szef, który nigdy nie spóźniał się na narady, następnego dnia wpadł mocno po czasie zadyszany do gabinetu, rozejrzał się po zebranych, wyłowił wzrokiem Szklarskiego i wrzasnął: „Panie Szklarski, co pan zrobił! Niech pan spojrzy jak ja wyglądam!”. Okazało się, że szef czytał całą noc maszynopis „Tomka w krainie kangurów” i nie mógł się od niego oderwać. Cykl podróżniczy Szklarskiego przez wiele lat był oknem na świat dla młodych ludzi. To dzięki Szklarskiemu można było poznać inne kontynenty, egzotyczną faunę i florę, inne ludy i ich zwyczaje. Tu ciekawostka – pan Alfred alergicznie nie lubił podróżować! Jest to zadziwiające, bo jego książki zawsze perfekcyjnie opisują zastaną rzeczywistość (wszystkie opisane przygody rozgrywają się na początku XX wieku). To, że bohaterowie są przedstawieni jako ludzie odważni, mądrzy, patriotyczni, niemalże idealni (bo to były powieści skierowane dla młodzieży, żeby kształtować ich osobowość) drażni na przykład dzisiejszych „genderowców”- fakt, że Tomek zajmował się męskimi sprawami, a Sally typowo kobiecymi, cementując „fałszywy” podział na role kobiece i męskie. Zapewne dzisiejsza Sally łapałaby tygrysy gołymi rękami, a Tomek w zaciszu domowym haftował by kangury na jej figach!

Mój Boże, do czego to wszystko zmierza?

Wielki sukces komercyjny bardzo często jest okupiony zawiścią innych ludzi… Niektórzy „koledzy po piórze” próbowali zdeprecjonować jego twórczość, jako za bardzo dydaktyczną, sztampową, a nawet „rasistowską” (bo w „Tomku na Czarnym Lądzie” uratowany murzyn Sambo jest ukazany rzekomo w złym świetle. Oczywiście powinien być on co najmniej inżynierem lub lekarzem, tak jak dzisiejsi przybysze z Afryki) oraz jako za bardzo idealizującą męską przyjaźń, a nawet to, że wszystkie przygody kończą się dobrze…

Dla wszystkich „wychowanych na Tomkach” lektura obowiązkowa!

P.s. Alfred Szklarski zaniechał pisania cyklu o przygodach Tomka na dwadzieścia lat, zostawiając swoich bohaterów w zawieszeniu. Ostatni tom napisany przez pisarza „Tomek w Gran Chaco” ukazał się jak już byłem bardzo dorosłym człowiekiem, ale przecież musiałem go przeczytać, żeby dowiedzieć się co się stało ze Smugą i bosmanem Nowickim!

Jarosław Molenda „Alfred Szklarski. Sprzedawca marzeń”.

Gorąco polecam.
Sławomir Gralka

reklama