Fatalna kontuzja, nieudana operacja i wiele miesięcy przerwy, a następnie powrót na bieżnię i rekordy Ostrowa Wielkopolskiego. Inga Kanicka nie przestaje zadziwiać. Zawodniczka KS Stal Ostrów już dokonała czegoś wielkiego, a za chwilę może świętować kolejne sukcesy.
Ostatnie wyniki Ingi Kanickiej trudno wyjaśnić w logiczny sposób. Zawodniczka, która straciła cały poprzedni sezon, wróciła na bieżnię po 18 miesiącach przerwy i od razu zdobyła w Toruniu dwa tytuły mistrzyni Wielkopolski U20, bijąc rekordy Ostrowa Wielkopolskiego. Jak się później okazało, przetrwały one zaledwie osiem dni, bo we Wrocławiu Kanicka biegała jeszcze szybciej.
-Naprawdę nie potrafię tego wyjaśnić – mówi o osiągnięciach Ingi Kanickiej trener Michał Walczak. – To wszystko wydaje się mało realne. Inga wiele miesięcy nie mogła trenować. Spodziewaliśmy się, że będzie dochodzić do formy przez długi czas. Liczyłem, że odzyska ją w okolicach sezonu letniego – dodaje.
Problemy Ingi Kanickiej zaczęły się w okolicach 2016 roku, kiedy była jeszcze dzieckiem. – Przez uraz doszło do oderwania fragmentu guzowatości kości piszczelowej. Inga była z tym u lekarza, ale to wszystko w niczym nie przeszkadzało. Nie było bólu. Mogła trenować – przypomina Walczak.
W listopadzie 2022 roku rozpoczął się dramat sprinterki, bo podczas wykonywania jednego z ćwiczeń na treningu oderwany fragment guzowatości kości się przesunął i zablokował kolano. Wtedy pojawiła się konieczność przeprowadzenia operacji, która miała rozwiązać wszystkie problemy.
-Inga trafiła do ostrowskiego szpitala, gdzie stwierdzono, że ten oderwany fragment trzeba zespolić z kolanem. Do tego była potrzebna śruba. Zapewniano nas, że w ciągu dwóch, trzech miesięcy będzie gotowa do treningu. Ból był jednak taki, że nie mogła nawet truchtać. Lekarze w Ostrowie nie mieli pomysłu, co z tym robić, więc zaczęliśmy szukać kolejnych konsultacji. Trafiliśmy do Poznania i Konina. W końcu okazało się, że operacja została poprowadzona w złym kierunku, bo nie należało wstawiać śruby, lecz wyciąć tylko niepotrzebną część – tłumaczy Walczak.
Lekarze w Guardian Clinic w Koninie podjęli się kolejnego zabiegu w lipcu ubiegłego roku. Po dwóch miesiącach Inga Kanicka była w stanie zacząć treningi. – Po drodze na pewno było wiele wątpliwości. Inga była jednak na tyle zawzięta, że chodziła na zajęcia dodatkowe, by rozbudowywać pozostałe części ciała. Gdy dostała zielone światło na powrót do sportu, nie była w tyle, bo wcześniej próbowała się ruszać i robić to, na co pozwalało jej zdrowie. Zrobiła wszystko, co mogła i to pewnie ma wpływ na jej obecne wyniki – podkreśla Walczak.
Teraz głównym celem zawodniczki są Halowe Mistrzostwa Polski U20, które zostaną rozegrane w lutym. W tym momencie Inga Kanicka ma trzeci wynik na 60 metrów i realne szanse na medal.
Jeszcze wyżej stoją jej notowania na dystansie 200 metrów. – W tym przypadku ma najlepszy wynik w Polsce w kategorii U20. Medalu jestem raczej pewny, ale trudno powiedzieć, jaki będzie jego kolor – wyjaśnia Walczak.
Później zawodniczkę KS Stal LA Ostrów czeka sezon letni, kiedy też odbędą się mistrzostwa Polski. Michał Walczak wierzy jednak, że historia Kanickiej może skończyć się nawet na mistrzostwach świata, które zostaną rozegrane w Chile. – Wymagania będą wysokie, ale niczego bym nie wykluczał, bo Inga już wiele razy udowodniła, że niemożliwe nie istnieje – podsumowuje trener KS Stal LA.






