Arged BM Stal po trzech kwartach remisowała ze Śląskiem, ale w czwartej długo grała bardzo słabo. Na niespełna trzy minuty przed końcem rywal prowadził różnicą 10 punktów. Goście z Ostrowa Wielkopolskiego po szalonej końcówce wrócili jednak do meczu. Dzięki serii rzutów za trzy punkty doprowadzili do dogrywki. Niestety, w niej zdecydowanie lepsi okazali się gospodarze, którzy zwyciężyli 103:95.
Arged BM Stal w końcu przystąpiła do meczu w optymalnym składzie. We Wrocławiu ligowy debiut zaliczył pozyskany niedawno David Walker. Tym razem na ławce zabrakło Rodney’a Chatmana, bo ostrowianie nie zdecydowali się na zapłacenie 200 tysięcy złotych za zgłoszenie dodatkowego obcokrajowca.
Mecz od początku stał na wysokim poziomie i był ciekawym widowiskiem dla kibiców. W pierwszej kwarcie gościom z Ostrowa Wielkopolskiego wychodziło prawie wszystko. Imponująca była zwłaszcza skuteczność w rzutach za trzy punkty. „Stalówka” trafiła cztery razy na pięć prób. Dość niespodziewanie w tym elemencie błyszczał autor dwóch celnych rzutów Krzysztof Sulima. Poza tym rewelacyjnie do gry wprowadził się Laurynas Beliauskas. Po dziesięciu minutach ostrowianie prowadzili 28:23.
Druga kwarta nie była już tak udana dla gości, bo szwankowała gra w defensywie. Śląsk zdobywał punkty w łatwy sposób, co wyraźnie irytowało trenera Urbana, który w pewnym momencie poprosił o czas.
Poza tym gościom z Ostrowa przestały wpadać trójki i inicjatywę przejęli gospodarze. Wrocławianie nie tylko odrobili straty, ale jeszcze wyszli na prowadzenie 49:46. Duża w tym zasługa Marka Klassena, który świetnie dyrygował grą swojego zespołu. Do 11 zdobytych punktów Kanadyjczyk dołożył aż siedem asyst. W ofensywie Śląska świetnie odnajdywali się jednak także inni gracze – Hassani Gravett, Daniel Gołębiowski i Dušan Miletić, który dołożyli po dziewięć „oczek”.
Stalówka szybko odrobiła straty. Wystarczyło niewiele ponad dwie i pół minuty, by do remisu w trzeciej kwarcie doprowadził Ojars Silins. Niewiele później ostrowianie odzyskali prowadzenie po trafieniu spod kosza Krzysztofa Sulimy. Goście nie byli jednak w stanie pójść za ciosem i zbudować przewagi. W ostatniej akcji kwarty swoją trzecią trójkę trafił Daniel Gołębiorwski i był remis 66:66, co zwiastowało ogromne emocje w ostatnich dziesięciu minutach.
Obie drużyny znowu prezentowały bardzo wysoki poziom. Walka toczyła się cios za cios. W pewnym momencie gospodarze podkręcili jednak tempo. Duża w tym zasługa Dušana Mileticia. Po jego akcji dwa plus jeden Śląsk prowadził 81:72. Wtedy „Stalówka” na odrobienie strat miała niespełna sześć minut.
Ostrowianie szybko odzyskali właściwy rytm. Po drugiej celnej trójce w tej kwarcie Tomasza Gielo było już tylko 81:77 dla gospodarzy i o czas poprosił trener Miodrag Rajković. Przerwa dla szkoleniowca gospodarzy odniosła znakomity efekt. Śląsk wrócił na parkiet bardzo zmobilizowany i dosłownie kilka chwil później miał już dziesięciopunktową zaliczkę. Ostrowianie na zniwelowanie różnicy mieli niespełna trzy minuty. Wydawało się, że jest po meczu. Tlen „Stalówce” w arcytrudnej sytuacji podał jednak Laurynas Beliauskas, który trafił dwie trójki z rzędu.
Na 35 sekund przed końcem piłkę mieli wrocławianie, ale pomylił się Gravett. W decydującej akcji trafiła ona w ręce Tomasza Gielo, który skutecznie przymierzył z dystansu i doprowadził do remisu! Tym samym o losach pojedynku zdecydowała dogrywka.
Niestety, w niej zdecydowanie lepsi okazali się wrocławianie. W dodatkowym czasie gry wygrali 13:4, a w całym meczu 103:95.
Dla ostrowian była to dziesiątka porażka w obecnym sezonie Orlen Basket Ligi. Tym samym podopieczni Andrzeja Urbana zajmują czwarte miejsce w tabeli.
Śląsk Wrocław – Arged BM Stal Ostrów Wielkopolski 103:95 (23:28, 26:18, 17:20, 23:23, 14:6)






