Piłkarze Ostrovii 1909 mieli naprawdę obiecujące wejście w sezon, bo w dwóch pierwszych kolejkach zdobyli cztery punkty. Niestety, później drużyna spisywała się gorzej i w czterech kolejnych pojedynkach wywalczyła zaledwie jedno „oczko”. Teraz podopieczni Józefa Klepaka liczą na przełamanie, bo podejmą w sobotę Huragan Pobiedziska. Tym razem biało – czerwoni nie zagrają jednak na Stadionie Miejskim.

-Nie możemy grać na Stadionie Miejskim ze względu na mecz żużlowców, który odbędzie się dzień później. W związku z tym zagramy za Parowozownią na sztucznym boisku – mówi nam Andrzej Kryjom, członek zarządu Ostrovii 1909.

reklama

Huragan Pobiedziska to ekipa, która dobrze weszła w sezon, bo w dotychczasowych sześciu kolejkach zdobyła 11 punktów. Dzięki temu plasuje się na piątym miejscu w tabeli IV ligi. W szeregach biało – czerwonych czuć natomiast niedosyt, bo drużyna nie była w stanie wygrać żadnego z czterech ostatnich meczów. Co gorsza, Ostrovia 1909 zdobyła w nich tylko jeden punkt, remisując w Golinie. Z tego powodu zespół zajmuje dopiero 14. miejsce w tabeli.

-Na pewno nie tego się spodziewaliśmy. W ostatnim spotkaniu byliśmy drużyną zdecydowanie słabszą od naszego rywala. To stwierdzili zarówno zawodnicy i trener. W Poznaniu w starciu z Wiarą Lecha byliśmy jednak lepszym zespołem, ale co z tego, skoro straciliśmy dwie bramki. Ta druga była konsekwencją pierwszej i gonienia wyniku. Prawda jest jednak taka, że w ostatnich tygodniach idzie nam jak po grudzie – zaznacza Kryjom.

Można powiedzieć, że do tej pory gra Ostrovii była lepsza od wyników, które osiągała drużyna. Oczywiście, z wyjątkiem ostatniego meczu w Chodzieży z Polonią, który zakończył się przegraną 0:3. – Z drugiej strony tracimy zbyt wiele bramek po własnych błędach. Maksymalnie trzy, cztery gole wpadły po ładnych akcjach lub uderzeniach z daleka. Reszta to nasze błędy. W jednym meczu coś zawala młodzież, a w drugim seniorzy. Ofensywa też wymaga poprawy, bo ostatnio stwarzamy sobie mniej sytuacji. Jest też problem z ich wykorzystywaniem. W Poznaniu nie strzeliliśmy rzutu karnego na 1:1. Czasami nie możemy też trafić z trzech metrów – zaznacza Kryjom.

W klubie nikt nie załamuje jednak rąk. Wszyscy wierzą, że wkrótce nadejdzie przełamanie i drużyna zacznie piąć się w górę ligowej tabeli. Być może punktem zwrotnym okaże się najbliższe spotkanie. – Nadal wierzymy w cel, który sobie nakreśliliśmy. Gdybyśmy mieli o trzy, cztery punkty więcej, to bylibyśmy zadowoleni, bo to byłoby to, na co liczyliśmy. Wtedy mielibyśmy miejsce w czołowej piątce. Tabela jest na razie spłaszczona, ale nie ma już miejsca na kolejne wpadki, bo wtedy trzeba będzie gonić – podsumowuje Kryjom.

reklama