Rebud KPR Ostrovia drugi raz z rzędu znalazła się w gronie czterech najlepszych drużyn Orlen Superligi. W poniedziałek podopieczni Kima Rasmussena rozegrali słabe spotkanie i przegrali w 3mk Arenie z Energa Bank PBS MMTS-em Kwidzyn 27:33, ale po jego zakończeniu na trybunach i tak zapanowała szalona radość. Ostrowianie obronili bowiem zaliczkę z pierwszego pojedynku i nadal mają szanse na obronę wywalczonego przed rokiem brązowego medalu.
Pierwszy pojedynek obu drużyn miał miejsce 23 kwietnia. Wtedy Ostrovia odczarowała halę w Kwidzynie i zwyciężyła 31:23. A warto przypomnieć, że wcześniej wyjazdowe konfrontacje z MMTS-em były dla Ostrowian bardzo trudnymi przeprawami. W rewanżu biało – czerwoni mieli tylko postawić kropkę nad i.
Szybko okazało się jednak, że czeka ich bardzo trudna przeprawa. Goście zaczęli odrabiać straty i w pewnym momencie prowadzili nawet różnicą sześciu bramek! Na szczęście w końcówce gospodarze zachowali zimną krew i obronili zaliczkę z Kwidzyna.
-Końcówka była naprawdę nerwowa. Mieliśmy osiem bramek zaliczki i chyba poczuliśmy się zbyt komfortowo. Od początku nastawialiśmy się, żeby to spotkanie wygrać, a nie przegrać je mniejszą różnicą goli. Zespół z Kwidzyna postawił jednak wszystko na jedną kartę. Grali szybko, na dużym ryzyku. Próbowali przechwytywać piłki i często im się udawało. Z tego wychodziły kontry. Ich przewaga rosła, a w dodatku pod koniec rywalizacji mieliśmy jeszcze dwie kary. Na szczęście zachowaliśmy dużo zimnej krwi – powiedział po spotkaniu jeden z bohaterów Rebud KPR Ostrovii Kamil Adamski, który zakończył poniedziałkowy mecz z dorobkiem aż 11 goli.
Teraz rywalem Ostrowian będzie Industria Kielce. Pierwsze spotkanie obu ekip odbędzie się już 3 maja. Rebud KPR Ostrovia nie będzie oczywiście faworytem, ale na pewno postara się o to, by stoczyć jak najbardziej wyrównany bój z potęgą Orlen Superligi.
-Na razie nie chcę wybiegać w przyszłość, bo prawda jest taka, że w tej chwili jesteśmy wykończeni po rywalizacji z Kwidzynem. Doskonale zdajemy sobie jednak sprawę, jaką marką w Europie jest Industria Kielce. Mają swoje problemy, ale uważam, że na pewno podejdą do nas z dużym szacunkiem. Ostatnio zagraliśmy z nimi bardzo dobrze i długo trzymaliśmy korzystny rezultat. Naszemu rywalowi zostały tylko te rozgrywki, więc zrobią wszystko, by je wygrać. Będziemy walczyć, ale na razie trzeba się cieszyć, że osiągnęliśmy TOP 4, bo to był nasz cel minimum – zaznaczył Kamil Adamski.
Radości z awansu do półfinału play-off nie krył także prezes Rebud KPR Ostrovii Jakub Kaszuba. – Wiedziałem, że to nie będzie łatwa przeprawa. Tonowałem nastroje i przestrzegałem wszystkich, którzy już po pierwszym meczu ustawiali nas w drabince półfinałowej. Drużyna z Kwidzyna jest naprawdę bardzo mocna. W drugiej części sezonu spisywała się bardzo dobrze i zasłużenie dotarła do tego miejsca. Niestety, okazało się, że taka zaliczka z pierwszego spotkania często gubi lub zmienia myślenie. Może się wydawać, że cel jest blisko, a trzeba to jeszcze dowieźć w rewanżu. Wynik tego pojedynku nie jest szczególny, ale i tak odczuwamy wielką radość. Drugi raz z rzędu jesteśmy w gronie czterech najlepszych ekip w kraju. Trzeba też pamiętać, że ten sezon jest inny. Utrzymanie brązowego medalu jest znacznie bardziej wymagające niż jego zdobycie po raz pierwszy. Mamy świadomość, z kim się teraz zmierzymy. Skala trudności jeszcze wzrośnie, ale jesteśmy gotowi na te wyzwania – podsumował tuż po zakończeniu spotkania szef Rebud KPR Ostrovii.

