Jeździł w Ostrowie przez sześć sezonów. Najpierw w Klubie Motorowym Ostrów, z którym bezskutecznie próbował awansować przez trzy lata do ekstraligi. Później wrócił do Ostrowa już do ŻKS Ostrovia, z którą najpierw spadł do II ligi, a później awansował do pierwszej. W Ostrowie także kończył jakże bogatą sportową karierę. Peter Karlsson, najskuteczniejszy jak dotąd zagraniczny żużlowiec w historii ostrowskiego żużla, specjalnie dla czytelników Kuriera Ostrowskiego opowiada m.in. o tym, czym obecnie się zajmuje, jak również ocenia transfer do Ostrowa swojego rodaka, a nawet prawie sąsiada Olivera Berntzona.
Co porabia obecnie jedna z legend ostrowskiego żużla?
- Przez ostatnie trzy lata byłem menedżerem Dackarny Malilla. Pracowałem więc cały czas przy sporcie żużlowym w Szwecji. Miałem kontakt ze speedwayem. Po sezonie 2020 zakończyłem pracę menedżera.
Lubiłeś tę robotę?
- Było to coś zupełnie innego. Ciekawe doświadczenie. Mogłem inaczej spojrzeć na żużel, z drugiej strony. Spędziłem na torze wiele, wiele lat jako zawodnik. Przez ostatnie trzy sezony miałem okazję współpracować z klubem z Malilli i prowadzić zespół. Było to inne doświadczenie. Teraz postanowiłem sobie zrobić przyszły rok wolny od żużla. Nie wiem, czy wrócę do speedwaya w tej samej roli. Zobaczymy, jak to się potoczy.
Ale chyba nie mówisz definitywnie ,,nie” powrotowi do żużla w innej roli?
- Nigdy nie mów nigdy. Już w trakcie kariery przekonałem się, że nigdy nie można być niczego pewnym i zakładać z góry. Czasami życie zaskakuje propozycjami, których by się nie spodziewało. Ja już w żużlu występowałem w różnych rolach, m.in. eksperta telewizyjnego. Teraz byłem menedżerem. Podziękowałem za współpracę Dackarnie, ale nie mówię, że nigdy nie wrócę do speedwaya.
Co zatem robisz poza speedwayem?
-Jeszcze jako czynny sportowiec wystartowałem z własnym biznesem. Prowadzę małą firmę transportową. Teraz skupiam się na tym. Mam naprawdę dużo rzeczy do roboty. Dzień jest wypełniony, ale oczywiście staram się poświęcać czas także mojej rodzinie.
Jak oceniasz kondycję szwedzkiego żużla?
- Niestety, obserwuję negatywny trend, który przejawia się choćby w liczbie czynnych żużlowców, którzy są w moim kraju. Zainteresowanie speedwayem w Szwecji spada. Żałuję tego, bo przecież żużel jest fantastycznym produktem telewizyjnym i marketingowym. Mam nadzieję, że ten trend się odwróci. Po swojej karierze wiem, że były lepsze i gorsze okresy, kiedy żużel był na topie w Szwecji, ale i zdarzały się lata, kiedy zainteresowanie spadało.
Macie w Szwecji młodych następców twoich, twojego brata czy wielkiego Tony`ego Rickardssona?
- Szkoli się młodzież, ale wydaje mi się, że największym problemem szwedzkiego żużla jest brak tego najmłodszego narybku. Dzieci nie garną się do żużla tak, jak kiedyś. Gdy do szkółki przychodziła setka dzieci, było z kogo selekcjonować. 50-60 procent i tak rezygnowało albo nie nadawało się do tego sportu. Jeśli teraz mniej zgłasza się do szkółki, siłą rzeczy jeszcze mniej zostaje żużlowcami.
Jakie były najlepsze momenty w twojej karierze w Polsce? Pamiętasz coś specjalnego?
- Oczywiście. Tych wspomnień było mnóstwo i pięknych chwil. Rzecz jasna pamiętam Ostrów, a szczególnie lata, w których próbowaliśmy awansować do ekstraligi. To były czasy, gdy firma Intar sponsorowała żużel w Ostrowie. Jestem przekonany, że gdyby wówczas udało się wywalczyć awans, losy klubu mogły potoczyć się inaczej. Brak w tamtym czasie awansu to rysa na mojej przygodzie z ostrowskim żużlem. Chwilami mam poczucie wstydu, że wówczas tego nie udało się zrealizować. Byliśmy przecież kilka razy tak blisko. Na koniec w 2014 roku udało się awansować z drugiej do pierwszej ligi. Najbardziej jednak żal wcześniejszych sezonów z Klubem Motorowym.
Żyjemy w czasach pandemii. Jak wygląda sytuacja z COVID-19 w twojej ojczyźnie?
- W tym momencie notujemy bardzo duże wzrosty. Sytuacja jest najtrudniejsza od początku pandemii, bo liczba zachorowań rośnie. Nie jest najlepiej. Jeśli chodzi o życie w Szwecji, staramy się funkcjonować w miarę normalnie. Wierzę, że szczepionka, która ma się pojawić po Bożym Narodzeniu, pomoże stopniowo wracać do normalności. Wszyscy pewnie sobie tego życzymy, bo mimo to, że Szwecja nie wprowadziła lockdownu, a obostrzenia są znacznie mniejsze niż w innych krajach europejskich, to wszystkim już nam się to daje we znaki.
A ty jak się trzymasz? Jesteś zdrowy?
- Dziękuję, w miarę dobrze. Niedawno przechodziłem co prawda grypę. Robiłem wówczas test na COVID-19, ale na szczęście był negatywny. Nikt z mojej rodziny także nie chorował, ale oczywiście znam przypadki osób, które chorowały. Jeden z pracowników w mojej firmie obecnie przebywa na kwarantannie, bo test był pozytywny. Ten wirus jest wśród nas. Naprawdę trzeba uważać, by się nie zarazić. Na szczęście nie mieszkam w dużym skupisku ludzi, tylko małej wiosce, więc jest trochę bezpieczniej.
Chciałem zapytać o twoją opinię na temat transferu Arged Malesa TŻ Ostrovia Olivera Berntzona. To dobry ruch ostrowskiego klubu?
- Świetny ruch. Znam doskonale Olivera Berntzona. Pracowałem z nim, kiedy byłem menedżerem Dackarny Malilla. Mało tego, Oliver mieszka niedaleko mnie. Można powiedzieć, że prawie jesteśmy sąsiadami. Czasami się spotykamy. Odwiedzam go i wypijemy razem kawę. Uważam, że jego przejście do Ostrowa jest bardzo dobre dla Berntzona, jak i dla Arged Malesa TŻ Ostrovia. Oliver uwielbia ostrowski tor, na którym zawsze świetnie się spisywał. Jestem przekonany, że to mu pomoże, a on z kolei będzie przydatny dla drużyny trenera Mariusza Staszewskiego. Myślę, że to świetny ruch z jego strony, jak i klubu.
Na koniec chciałbyś coś powiedzieć ostrowskim kibicom?
- Przede wszystkim życzę wam Wesołych Świąt Bożego Narodzenia i Szczęśliwego Nowego Roku. Mogę wam obiecać, że będę starał się odwiedzić Ostrów Wielkopolski w przyszłym roku. W tym sezonie z uwagi na pandemię nie byłem ani razu w Polsce. Plany mam takie, by w 2021 roku przyjechać na jakiś mecz ostrowskiej drużyny.
Będziesz miał może okazję z Oliverem Berntzonem, wszak ostatni raz w Ostrowie byłeś właśnie z nim, gdy Arged Malesa TŻ Ostrovia pokonywała w dramatycznych okolicznościach Start Gniezno, w którym jeździł wtedy twój rodak…
- Tak. To była moja ostatnia wizyta w Ostrowie i pamiętam doskonale tę szaloną radość po awansie do finału. Mam nadzieję, że w przyszłym roku Oliver Berntzon i jego koledzy dostarczą ostrowskim kibicom tyle samo emocji i sukcesów.
Rozmawiał Maciej Kmiecik



