Za kilka dni przypadnie kolejna rocznica wejścia w życie Traktatu z Maastricht, czyli Traktatu o Unii Europejskiej. Niestety, grzebanie przy zapisach będących opisem współzależności państw tworzących Unię, z każdą zmianą przekształca unię suwerennych krajów w jeden europejski organizm państwowy.
To była bardzo fajna idea. Otwieramy granice wszystkich unijnych państw, dając mieszkańcom Europy prawo wolnego wyboru miejsca zamieszkania. Porównując przepisy obowiązujące w poszczególnych krajach, warunki atmosferyczne, rynki pracy czy cokolwiek, co ma dla nas znaczenie, mieliśmy sami wybierać, czy z naszą wiedzą i umiejętnościami lepiej nam będzie się żyło w Polsce, czy może we Włoszech, Wielkiej Brytanii czy Belgii. Niestety, po raz kolejny okazało się, że projekty polityków i idące za nimi deklaracje to puste słowa, które w miarę potrzeb i rozwoju sytuacji mogą być dowolnie naginane. Znamy to wszyscy doskonale, a nikt lepiej tego nie ujął, jak przytaczany przeze mnie często jasnowidz George Orwell. Na pewno pamiętają państwo z Folwarku zwierzęcego, że „wszystkie zwierzęta są sobie równe, ale niektóre są równiejsze od innych”. Lepiej zasad obowiązujących w Unii Europejskiej nie opisał nikt!
Jestem święcie przekonany, że przyjęcie Polski do Unii Europejskiej było przez starą Unię dobrze przemyślane. Kraj o potencjale pozwalającym stać się realną konkurencją dla Niemiec, Francji czy Hiszpanii, został ograny jak mały Jasio przy zawodowym stole pokerowym. A wszystko przy niezwykle biernej postawie polityków czerpiących pełnymi garściami z unijnego dobrobytu, nawet gdy działo się to ze szkodą dla Polski. Dowodów są tysiące z najbliższymi naszemu ciału Zakładami Naprawczymi Taboru Kolejowego. Wielu ostrowian doskonale pamięta sukces, jakim ogłoszono znalezienie inwestora dla ostrowskiego ZNTK. Dziś mówi się, że inwestor ów po likwidacji fabryki więcej zyskał na sprzedaży złomu z rozbieranych hal ZNTK niż zapłacił za kultowy nie tylko dla naszego miasta zakład…
Rządząca naszym krajem 20 lat temu polska klasa polityczna tak bardzo chciała czerpać korzyści z funkcjonowania w politycznej rzeczywistości unii, że zgodziła się być bezkrytycznie posłuszna. Była bardziej unijna, niż te kraje, które tworzyły Unię Europejską wiele lat wcześniej. Ot, choćby takie tablice rejestracyjne. Polska wprowadziła unijny wzór zanim staliśmy się formalnie członkami Unii. Tymczasem na przykład Wielka Brytania miała tak wielki dystans do tematu, że połowa kierowców jeżdżąca na tradycyjnych brytyjskich tablicach nie zdążyła ich zmienić przed Brexitem!
Oczywiście nie o tablice rejestracyjne w europejskim projekcie chodzi. Temat, żeby nie powiedzieć „problem”, jest dużo szerszy. Od krajów unijnych oczekuje się bowiem, że dostosują obowiązujące u siebie przepisy do wymogów unijnych. Specjalne instytucje unijne przyglądają się temu, co robią parlamentarzyści w państwach unijnych i bez skrupułów ingerują w decyzje demokratycznie wybranych przedstawicieli poszczególnych narodów. Już nikt nie ukrywa, że większość obowiązujących w Polsce przepisów napisanych zostało w Brukseli. Naprawdę na to się pisaliśmy? W tym zakresie muszę przyznać, że rządy PiS, podchodzące do tematu zupełnie odwrotnie, niż rządy PO, PSL czy którejkolwiek lewicy, ratują na arenie międzynarodowej polską godność. Szkoda, że nawet w tej kwestii są tacy, którzy krytykują walkę obecnego rządu o podmiotowość Polski.
Krzysztof Maciejewski





