To, że żyjemy w lewicowej Europie, wiemy od dawna. MY wiemy. My, czyli wszyscy ci, którzy praktykują coraz mniej popularną sztukę: myślenie. Niestety. Każdy dzień przynosi kolejne dowody na to, że używanie mózgu – mimo, że podobno nie boli – wielu osobom sprawia olbrzymią trudność.
Jednym z tematów, z którym przyjdzie się nam w końcu zmierzyć, jest wprowadzenie w kraju Euro. Już kilka lat temu Komisja Europejska zapowiedziała, że chce do 2025 roku wprowadzić wspólną walutę we wszystkich krajach Unii Europejskiej. Jako Polska byliśmy już o krok od tego nieszczęścia. Za czasów rządów Sojuszu Lewicy Demokratycznej i później Platformy Obywatelskiej wszelkimi siłami próbowano wcisnąć nam Euro. Na szczęście i SLD i PO przegrały wybory zanim udało im się to zrobić.
Popatrzmy jeszcze z innego punktu widzenia. Konstytucja RP w artykule 227 pkt. 1 stanowi: „Centralnym bankiem państwa jest Narodowy Bank Polski. Przysługuje mu wyłączne prawo emisji pieniądza oraz ustalania i realizowania polityki pieniężnej. Narodowy Bank Polski odpowiada za wartość polskiego pieniądza”. Póki więc eurofanatycy nie przejmą w Polsce władzy z przewagą umożliwiającą im majstrowanie przy Konstytucji RP, możemy spać spokojnie.
Formalnie przyjęte przez Polskę zobowiązania wobec Unii Europejskiej nakładają na Polskę obowiązek przyjęcia Euro jako waluty. Na szczęście nie określają one do kiedy mamy to zrobić. Możemy więc z tym czekać na święte nigdy. Przy okazji zwracam uwagę, że Dania przed przystąpieniem do Unii wynegocjowała sobie prawo zachowania własnej waluty. (Podobnie było z Wielką Brytanią, która z troski o swoich obywateli porzuciła zmierzającą wprost do upadku „zjednoczoną” Europę). Można więc było nie zgadzać się na obowiązkowe porzucenie złotówek? Można. Szkoda, że negocjatorom wejścia w struktury Unii tak się spieszyło, że zapomnieli o polskim interesie także na tej płaszczyźnie.
-Posiadanie własnej waluty może ułatwiać realizację narodowych celów gospodarczych – mówi William A.Allen, ekonomista i wieloletni pracownik Banku Anglii. – Może być przydatne w reagowaniu na sytuacje kryzysowe, a ponadto chroni obywateli przed problemami, jakie mogą wynikać z konieczności stosowania walut obcych. Jest zatem elementem suwerenności.
Ja to wiem, William A. Allen to wie. Żal, że spora część Polaków nie. Tymczasem 1 stycznia tego roku do strefy Euro dołączyła Chorwacja. Szkoda. To było takie fajne miejsce. Sądzę, że podobnie jak miało to miejsce na Słowacji, czeka nas chorwacki skok cenowy, który odbije się z pewnością na ruchu turystycznym. Za kilka miesięcy będziemy wiedzieli wszystko.
Historia uczy, że nie ma takich rządów, które nie upadają. Kiedyś więc Zjednoczona Prawica przegra, a do władzy dojdą eurolizusy, które będą chciały wykorzystać swoje 5 minut. Mam do nich gorącą prośbę. Panie, panowie oraz przedstawiciele wszystkich pozostałych europejskich płci! Zanim zlikwidujecie złotówkę i zmusicie nas do płacenia w Euro, przeprowadźcie eksperyment. Ustalcie, po jakim kursie mielibyśmy wymieniać złotówki na Euro i… zostawcie złotówki w spokoju. Przyjmijmy na kilka lat stały kurs złotego do Euro. To przecież tak, jakbyśmy wprowadzili Euro! Zróbmy tak i popatrzmy na efekty. Jeśli coś pójdzie nie tak, zamkniemy eksperyment i odblokujemy kurs zł/Euro. Bo gdy już wprowadzimy Euro jako polską walutę, powrotu nie będzie. Nie sprzedawajmy Polski za świecidełka.
Krzysztof Maciejewski





