Minęło już 30 lat, a wydaje się, że ten wypadek miał miejsce tak niedawno. Dokładnie dzisiaj, 6 czerwca 2026 roku przypada 30 lat od tragicznego wypadku na torze żużlowym w Ostrowie Wielkopolskim. W wyniku potężnego karambolu 12 dni później, 18 czerwca 1996 roku zmarł Rif Saitgariejew. Idol i ulubieniec ostrowskich kibiców.

Rosyjski żużlowiec pochodził z dalekiej Ufy. Był Tatarem. Kibice nadali mu przydomek „Tatarska Strzała”. Jeździł bajecznie. Przegrywał starty, ale to co wyprawiał na trasie zapierało dech w piersiach. Szybko rozkochał w sobie tysiące ostrowskich kibiców. Do Iskry trafił w 1994 roku i przebojem wdarł się do składu ostrowskiej drużyny. Był nie tylko liderem z prawdziwego zdarzenia, ale także przesympatycznym człowiekiem i dobrym duchem drużyny.

reklama

Sezon 1995, kiedy nie było ligowego żużla w Ostrowie spędził w Zielonej Górze. W 1996 roku wrócił do Ostrowa. Sponsorowany był przez braci Garcarków, którzy traktowali go jak przyjaciela. Rif wcześniej nie miał dostępu do wysokiej klasy sprzętu. Dopiero, kiedy trafił do Polski i pod skrzydła sponsora z Ociąża mógł ścigać się na równi z najlepszymi na świecie.

6 czerwca 1996 rok. Mecz Iskry z Unią Leszno. Nadkomplet publiczności był świadkiem niewiarygodnego dramatu. W piątym wyścigu doszło do potężnego karambolu. Na wejściu w pierwszy wiraż upadli Paweł Łęcki i Robert Mikołajczak. Jadącemu po zewnętrznej Rifa Saitgariejewa wyprostowało motocykl i z całym impetem pojechał prosto w bandę.

Nie doszłoby do dramatu, gdyby Rif nie trafił prosto w metalowy słupek przy bramie wjazdowej. W tamtych czasach nawet nie śniono o bandach pneumatycznych, a metalowe słupki były niestety śmiertelnym niebezpieczeństwem.

Walka o życie Rifa Saitgariejewa trwała w ostrowskim szpitalu 12 dni. Obrażenia głowy okazały się jednak śmiertelne. Rosjanin zmarł 18 czerwca 1996, pogrążając w bólu nie tylko rodzinę, która przyleciała do Polski na ten feralny mecz, ale tysiące ostrowskich kibiców.

Fani z Ostrowa do dziś pamiętają o Tatarskiej Strzale, choć od tamtych tragicznych wydarzeń minęło już 30 lat. Naoczni świadkowie tamtego meczu wciąż mają przed oczami ten wypadek, huk, tumany kurzu, a później przerażającą ciszę i dramatyczną akcję ratunkową.

W pamięci kibiców zapadło także wzruszające pożegnanie Rifa Saitgariejewa. W sobotni poranek w strugach ulewnego deszczu kibice odprowadzili do rogatek miasta swojego bohatera, który wyruszył w ostatnią podróż do rodzinnej Ufy…

reklama

1 KOMENTARZ

  1. Byłem na tym meczu Pamiętam.Tatarska Strzała na zawsze w naszych sercach.On był ponad wszystkimi

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj