Oj, porobiło się w ostrowskiej radzie miasta! Koalicja radnych Przyjaznego Miasta Beaty Klimek i radnej Elżbiety Grochowskiej rodem z Prawa i Sprawiedliwości przez większą część kadencji pozwalała prezydent Ostrowa wykonywać wszelkie, czasami wręcz akrobatyczne, figury. Wydaje się, że koniec kadencji nie będzie już taki różowy.
Zainspirowany listem czytelnika (patrz niżej) spojrzałem na temat jeszcze raz. Przypomnijmy. Po tym, jak tonącą medialnie spółkę miejską
Centrum Rozwoju Komunalnego opuścił jej prezes Bartosz Ziółkowski, nastąpiły dwa trudne do wyobrażenia sobie wcześniej polityczne wyjścia. Wspomniany Bartosz Ziółkowski – radny powiatowy klubu Beaty Klimek – klub ten niespodziewanie opuścił. To samo na poziomie
miejskim uczynił jego bliski współpracownik radny Mateusz Nycek. O ile decyzja Bartosza Ziółkowskiego w poukładanym powiecie przeszła zupełnie niezauważenie, o tyle Nycexit zmienił układ sił w radzie miasta. Prezydencka większość 12:11 zamieniła się w układ 11:11 z jednym obrotowym.
Ale to nie koniec kłopotów obozu rządzącego. Pisaliśmy już wcześniej o niespodziewanych głosowaniach radnego Łukasza Jędrzejaka, który
coraz częściej miał inne zdanie niż Przyjazne Miasto. W tej sytuacji nie może chyba dziwić fakt, że w Biuletynie Informacji Publicznej Urzędu Miejskiego na liście radnych Beaty Klimek nazwiska Jędrzejak już nie ma. Skutek? 10-osobowy prezydencki klub w 23-osobowej radzie to zdecydowanie nie jest większość.
Mateusz Nycek i Łukasz Jędrzejak głosują zgodnie ze swoim sumieniem. Raz poprą pomysły Beaty Klimek. Innym razem nie. Ale nawet ich dobry dla prezydent Klimek dzień nie daje jej gwarancji sukcesu, jeżeli na posiedzeniu rady zabraknie któregoś z jej radnych.
A z taką właśnie sytuacją mieliśmy do czynienia podczas ostatniego posiedzenia rady. Na sali nie było Marka Śliwińskiego – szefa klubu
Przyjazne Miasto. Na szczęście dla jego strony, pozostali radni w swojej dobroci zezwolili mu na udział zdalny z wykorzystaniem komunikatora internetowego. To znaczy nie wszyscy pozostali radni. Przeciwko prośbie Marka Śliwińskiego zagłosowało trzech radnych PO:
Damian Grzeszczyk, Marian Herwich i Mariusz Leki oraz bezpartyjny członek klubu PiS Piotr Lepka.
Czterech przeciw to jednak za mało, by odrzucić wniosek. Ostatecznie przewodniczący rady Jarosław Lisiecki ogłosił więc 100-procentową
frekwencję i przeszedł do kolejnego punktu porządku obrad. Ja pozostałem jednak w punkcie poprzednim próbując zrozumieć, co się stało.
Kto tak właściwie dał zgodę na zdalny udział Marka Śliwińskiego? Rada miejska? No chyba nie, skoro do chwili głosowania nie usłyszeliśmy
sakramentalnych słów przewodniczącego Lisieckiego ogłaszającego, że w obradach bierze udział taka liczba radnych, która wobec ustawowego składu rady stanowi kworum pozwalające na podejmowanie prawomocnych decyzji. Ktoś mógłby mi zarzucić czepianie się technikaliów. Jarosław Lisiecki mógł ogłosić przecież kworum od razu, ponieważ na sali przebywało 22 radnych. I to oni mogliby (tak jak się zresztą przecież stało) zezwolić Markowi Śliwińskiemu na udział w obradach. Ale co by było, gdyby taki sam wniosek o udział on-line złożyło 12 radnych, a na sali byłoby tylko 11 członków rady miasta?
Walec drogowy o nazwie Przyjazne Miasto na ostatniej prostej trafił na przeszkody, których się nie spodziewał. Może jeszcze przed końcem
kadencji będziemy świadkami odbicia miejskiej rady przez dzisiejszą opozycję? Robi się ciekawie.
Krzysztof Maciejewski






