W dobie pandemii koronawirusa wielu ludzi straciło pracę, zbankrutowały prowadzone od lat biznesy czy zaistniała konieczność przekwalifikowania się. Sytuacja ta dotknęła nawet sportowców. Żużlowcy Arged Malesa TŻ Ostrovia nie jeżdżąc, nie zarabiali. Zajęli się więc zupełnie czymś innym. Niektóre zajęcia naprawdę są zaskakujące, szczególnie w przypadku Sama Mastersa.

Niektórzy żużlowcy nie tylko kwarantannę, ale także przerwę pomiędzy sezonami wykorzystują na inną pracę zarobkową. Przykładem na to jest Adrian Cyfer. Gorzowianin, który mieszka obecnie w Pile, zarówno okres po sezonie, jak i kilka tygodni w trakcie kwarantanny wykorzystał na pracę w Szwecji w branży poligraficznej.

reklama

-Pracowałem w małej miejscowości niedaleko Malmoe. W przerwie pomiędzy sezonami jechałem na kilka miesięcy do Szwecji, by zarobić i móc zainwestować w sprzęt. Kwarantannę wykorzystałem ponownie na pracę, bo ile można siedzieć w domu. Z czegoś trzeba żyć – mówi Adrian Cyfer.

Z kolei Nicolai Klindt, który na co dzień mieszka z rodziną w Anglii, w okresie oczekiwania na start sezonu na Wyspach Brytyjskich czy też w Polsce, zatrudnił się jako kierowca w sieci hipermarketów Tesco. Duńczyk w barwach Arged Malesa TŻ Ostrovia nie kryje, że z czegoś trzeba żyć, a żużlowiec bez pracy nie tylko nie zarabia, ale ponosi koszty utrzymania swojej firmy.

– Pod koniec marca, kiedy nie było jeszcze pewne, czy sezon wystartuje, a wszystko strasznie się przeciągało, wysłałem CV, bo sieć hipermarketów szukała kierowców. W ten sposób znalazłem nowe zajęcie – mówi Klindt. Duńczyk już kiedyś pracował w podobnej roli, więc dla niego nie była to nowość, że siadał „za kółkiem”.

-Prowadzę swoją firmę, rachunki trzeba płacić, a jak nie jeżdżę na żużlu, to nie zarabiam. Sytuacja przedłużała się niebezpiecznie i musiałem znaleźć sobie pracę, by zarabiać – nie kryje Duńczyk.

Jeszcze ciekawiej wygląda sytuacja z Samem Mastersem. Australijczyk po tym, jak nie rozpoczął się sezon w Anglii i Polsce, wrócił do Australii. W ojczyźnie bynajmniej się nie nudzi. – Postanowiłem zrobić kurs dezynsekcji . W przeszłości pomagałem już kuzynom i wujkowi, którzy prowadzą działalność w tej branży. Wykorzystując czas wolny postanowiłem, że zdobędę uprawnienia do profesjonalnego zwalczania szkodników, takich jak pająki, karaluchy czy inne małe robaki w domach. Oczywiście z żużla nie zamierzam rezygnować – zaznacza australijski żużlowiec.

– Jest to dla mnie jakiś plan B na życie po zakończeniu kariery sportowej. Nie zaszkodzi mieć takie uprawnienia. Może kiedyś otworzę biznes w tej branży, aczkolwiek na razie nie mogę się doczekać powrotu na tor i ścigania się na żużlu, który kocham – kończy.

reklama